
~Alpha~
Imię: Kenij
Płeć: Pies
Wiek: 3 lata
Głos: Ed Sheeran Give Me Love
Rasa: Mieszaniec.
Data Urodzenia: 7 luty.
Stanowisko: Pomijając fakt, iż jest alphą lubi czasami poganiać się za szczeniakami.
Rodzina:
Partnerka: -
Potomstwo: -
Aparycja: Kenij nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest on pięknym postawnym psem o świetnej posturze. Łeb zawsze wysoko uniesiony, łapy unoszone wysoko z gracją i charakterystyczną dla niego surowością i dystansem. Jego sierść jest nieokreślona, ciężko powiedzieć dokładnie jej jest maści. Jedni twierdzą, że pięknie przeplata się czerń, biel oraz złotawy brąz podobny do złocących się jesienią liści. Jeszcze inni powiedzą, że jest to mieszanka kasztanu od ciemnego do jasnego z bielą oraz czernią. Wersji jest kilka, trudno powiedzieć która prawdziwa. Gdy biegnie widać dokładnie pracujące mięśnie, łapy unosząc się nad ziemią niemal w podskokach. Jego oczy zawsze tak samo zielone jak trwa wczesnym latem lub późną wiosną, to raczej niespotykana barwa u psów, a on ma ten zaszczyt ją posiadać. Uszy calutkie czarne tak samo jak jego ogon.
Charakter: Kenij to najzwyczajniej w świecie zwyczajny pies który nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nie można powiedzieć, że całkowicie wtapia się w tłum innych bo rzadko do tego dochodzi i to nie tylko ze względu na jego rangę, do której i tak nie przywiązuje większej uwagi. Dla niego liczy się to co osiągnie się w życiu, nie Kenij nie jest materialistą, a nawet jest bardzo sentymentalny. Po prostu uważa, że inni powinni pamiętać kogoś za czyny które wykonał. To jego taka mania, która przez wielu nazywa jest wadą. Chcę być zapamiętany, pragnie tego od dnia w którym zrozumiał, że nic innego nie nada jego życiu sensu. Jednego jednak możecie być pewni; ten pies nigdy nie wyciągnie do was pomocnej łapy.
W jego przekonaniu jeśli ktoś o ową pomoc nie prosi, to jej nie potrzebuje. Ma w sobie wiele odwagi, co nie zawsze równa się zdrowemu rozsądkowi, oczywiście w dużej mierze stara się go używać lecz gdy adrenalina uderza do głowy jest gotów zrobić wszystko. Ale jak wspomniałam, przestaje wtedy myśleć jasno, jest w stanie oddać życie za osoby które kocha lub darzy jakimkolwiek uczuciem. Chociażby nienawiścią...to nie jest normalne, ale w jego przypadku jak najbardziej prawdziwe.
Kenij skrywa przed światem swoją wrażliwą i łagodną stronę, nie lubi gdy wszyscy uważają go za pełnego pokory i delikatnego psa. Woli gdy każdy wie, że jest surowy i do każdego podchodzi z należytym dystansem to pomaga w osiągnięciu celów które ma postawione. Lubi kiedy wszystko jest na swoim miejscu, poukładane i każdy kawałek puzzla ma swoje miejsce w układance. Udoskonalenie siebie zaczął od narodzin, wyrzucał wszystkie cechy które mu się nie podobały na dalszy plan z nadzieją, iż kiedyś się z nimi upora...do dzisiaj są zsunięte na drugą półkę. Nigdy nie emanuje czystą wrogością wprost, da się to natomiast wyczuć w tonie jego głosu oraz dostrzec w oczach które ciskają błyskawicę. Dla niewielu się tak naprawdę otwiera, w tej chwili praktycznie dla nikogo. Nie ma kogoś komu mógłby zwierzyć się ze wszystkich problemów które go dręczą i nie dają spać po nocach. Często bywa bezwzględny, ale to się wiążę z dalszym odrzucaniem wszystkich ważniejszych emocji takich jak miłość czy wrażliwość. Zamknięty w sobie, tak to można podsumować. No ale każdemu należy się odrobinka rozrywki i pokazywanie jakim jest się naprawdę i cóż, wtedy właśnie Kenij ma te lepsze dni. Chodzi jak naćpany z szerokim uśmiechem na twarzy, najczęściej można go wtedy spotkać ze...szczeniakami. Bawi się z nimi, biega i śmieje. Mówcie co chcecie ale Kenij ma podejście do małych bachorów. Jego w dużej mierze ominął czas dorastania, jakaś jego część została mocno zaniedbana co odbija się teraz. Bywa apodyktyczny i chłody, a godzinę później radosny i pełen wigoru. Nie dopuszcza do siebie świadomości, że może kogoś pokochać, to jest problem który leży głęboko ukryty w jego psychice. Nie był kochany jako szczeniak, nie był kochany jako nastolatek więc on także nie umie dać takiego uczucia jak miłość.
Agresywny bywa w ostateczność, nie lubi się uciekać do przemoc, ale nie obiecywał, że nie będzie groził. Bo to są zazwyczaj ostrzeżenia na które sobie pozwala.
Nieśmiałość budzi się w nim równie rzadko jak poczucie, że jest na tym świecie komuś potrzeby. Jednak nie ma, aż tak bardzo zaburzonej wartości siebie. Umie docenić swój dziwny ale niesamowity wygląd, aczkolwiek nie często zdarza mu się pochlebiać samemu sobie. Poza tym nie lubi słuchać żadnych komentarzy czy też pochwał, wie, że aby coś osiągnąć trzeba na to zapracować. Dlatego pracuje. Jeśli wisi ci przysługę, wisi ci ją do końca życia, nigdy nie uda mu się dokładnie jej spłacić. Takie jest jego zdanie na ten temat. Błyskotliwy i inteligenty, bardzo oczytany jak na swój wiek.
Często możecie spotkać go samego w swoim domu i rozmyśla godzinami, jednakże jest bardzo spokojny. Kłóci się tylko w momencie ostatecznym, nie unosi głosu dopóki nie będzie to konieczne. Gdyby ktoś się zastanawiał czy jest pesymistą, czy optymistą- nie, on jest realistą. Nie wymaga rzeczy nierealnych, od innych. Od siebie często, aż za dużo.
Podsumowując? Pies na pierwszy rzut oka śmiały, pewny siebie, surowy, podchodzący do innych z wielkim dystansem oraz chłodem. Często bezwzględny i ignorancki. Z drugiej strony wrażliwy, pełen sprzeczności i nieśmiałości oraz niepewności. Delikatna pokaleczona dusza. Brak miłości we wczesnym rozwoju zadecydował o jego stylu życia...może kiedyś...coś lub ktoś sprawi, że uda mu się o tym zapomnieć.
Umiejętności: Kenij to zwinny pies, jego sposób reagowania jest natychmiastowy. Szybki i sprytny, jego kroki ciche, niemal nie do usłyszenia. Może się pochwalić doskonałym słuchem, nie umknie mu żaden dźwięk. Żadne poruszenie się krzaka czy skrzypienie śniegu, dla niego wyłapanie takich rzeczy to bułka z masłem. Jego węch także jest niczego sobie, świetnie radzi sobie na palowaniach, co oczywiście nie oznacza, że nie ma lepszych od niego. Jego orientacja w terenie jest nadzwyczajnie dobra, umie odnaleźć się wszędzie ale to pewnie dzięki temu, iż często spaceruje po górach. To go relaksuje. Silny i wyćwiczony, cały rok jest w formie i nie pozwala sobie na jakiekolwiek zaniedbania w tej sprawie. Codzienna przebieżka jest dla niego mantrą. Mocne łapy, doskonale przystosowane do ciężkich warunków w górach. Jedyne czego Kenij nie trawi to pływanie.
Historia: Życie tego psa nigdy nie było łatwe, nigdy nie miał rodziny która by go pokochała. Takie rzeczy zdarzają się ponoć tylko w filmach lub książkach, lecz dla niego to prawdziwie życie i prawdziwa historia której nie zapomni do końca swoich dni. Urodził się w ubóstwie i biedocie, wraz z siostrą która przyszła z nim na świat byli niechcianymi przez ich matkę szczeniakami. Ojciec zmarł podczas trwania ciąży, tak więc Emma nie miała powodu by je wychowywać. Czuła do nich obrzydzenie, pałała nienawiścią i brakiem miłości. Jednak nie wyrzuciła ich, ani nie oddała. Mieszkali w nędznej szopie, która nie chroniła ich przed zimnem, Kenij kochał wtedy swoją matkę. Bo który szczeniak nie kochałby swoich rodziców? Nie umiał jeszcze rozróżnić dobra od zła, nienawiści od miłości. Jego siostra była drobna i malutka, zawsze się o nią troszczył. Uczył ją wszystkiego, gdy matka wychodziła na polowania, a oni mogli być sobą uczył ją tropić, czytać. Pomimo, iż byli z tego samego miotu on szybciej pochłaniał wiedzę, zawsze był do przodu i przekazywał zdobytą wiedzę siostrze. Kochał ją ponad życie. Była jego promykiem słońca. Kiedy dorastali zaczęli rozumieć, że matka traktuje ich jak kula u nogi. Nie okazywała im żadnego szacunku, uczuć był chłodna i...zadawał im wielu bólu emocjonalnego oraz fizycznego. Gdy Kenij wraz z Aurelią - czyli jego siostrą - osiągnęli wiek dwóch lat, Emma wygoniła ich z domu. Po prostu, wyrzuciła na skutą lodem ziemię, ostry wiatr i nakazała przetrwać. Kenij miał w nosie to czy uda mu się przeżyć, najbardziej martwiła go siostra. Bał się o nią i o jej życie, zawsze była delikatna i ciężko jej było wychodzić na dwór nawet gdy było na plusie. Nie lubiła tego, w tamtym momencie zacisnęła zęby i cały czas powtarzała; dobrze, że tak się stało.
W głębi siebie Kenij także tak uważał, cieszył się, że są od niej uwolnieni jednak gdy byli z nią mieli przynajmniej dach nad głową i mogli w jakiś sposób przetrwać. Teraz wątpił, czy uda im się przeżyć chociaż jedną dobę. Musli znaleźć schronienie, udali się więc w ciężką wędrówkę w kierunku gór. Wiedzieli, że muszą tam być jaskinie, które dadzą im schronienie przed śniegiem i mocnym wiatrem. Instynkt ich nie zawiódł. Nie można jednak polegać tylko na nim, wiadome było, że któreś z nich nie przetrwa. Każde z nich miało nadzieje, że to drugie zdoła przeżyć i dotrze na miejsce całe i bezpieczne. Zatrzymali się pod rozłożystą sosną, jej dolne gałęzie sięgały ziemi. Dawało to minimalne poczucie ciepła oraz ochrony. Kenij wybrał się palowanie, ponieważ nie pozwalał ruszać się Aurelii z miejsca. Miał powody, wiedział, że siostra nie dała by sobie rady z niebezpiecznymi zwierzętami. Prędzej by zginęła. Nie przewidział tylko jednej, jedynej rzeczy.
Samodzielności Aurelii.
Suczka oburzona brakiem z jej punktu widzenia zaufania, postanowiła udowodnić bratu swoją rację. Wyszła spod sosny i poszła w przeciwnym kierunku od wyprawy Kenijego. Śnieg delikatnie pruszył, ona już zdążyła się przyzwyczaić do życia na świeżym powietrzu, mało co odczuwała chłód i lód pod łapami. Złapała trop, nie mogła dokładnie określić jakie to było zwierze, a jednak ruszyła jego śladem. Odciski w śniegu jak i zapach doprowadził ją do stada saren, to była niespotykana okazja. Obserwowała zwierzynę zza krzaków, czekając na właściwy moment. Coś przestraszyło sarny, nagle zerwały się do gwałtownej ucieczki. Aurelia nie miała pojęcia o co chodzi, nie ruszyła się z miejsca, siedziała w kompletnym bezruchu...zza jej pleców dobiegł się głośny ryk.
Kenij który wracał już ze zdobyczą usłyszał przeraźliwy skowyt, zatrzymał się, a zwierzyna wyleciała mu z psyka. Jego reakcja była dość niespotykana, każdy normalny pies zerwał by się do ucieczki przed niebezpieczeństwem, jednak on ruszył biegiem w kierunku z którego dochodziło głośne wycie. Biegł ile sił miał w łapach, to była najprawdopodobniej najokropniejsza chwila w jego życiu. Głośny łomot serca, kompletny chaos w myślach, tysiące wątpliwości. Strach. Przerażenie. I rozpacz gdy dotarł na miejsce.
Śnieg nie był naturalnie biały, on był nienaturalnie czerwony. Przed jego łapami leżała ledwo oddychając siostra. Jego siostra, mała, bezbronna i delikatna. To zawsze nad jej życiem tak strasznie czuwał, prawie jak anioł stróż. Gdy było zimno w nocy to on dawał jej ciepło, pocieszał ją starał się być dla niej wsparciem, ona była dla niego jedyną nadzieją uczepił się jej jak korzenia, aby nie spaść w przepaść. Ona trzymała go przy jakichkolwiek zdrowych zmysłach. Kochał ją. A teraz miał ją stracić? O tak? Patrzył na nią i nie wiedział co miał robić, panikował. Pierwszy raz w jego krótkim życiu ogarnęła go kompletna histeria. Zaczął wyć, szczekać starał się zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek w okolicy. Miał nadzieje, że ktoś tutaj mieszka w tych górach. Nie mylił się. Sfora była już w drodze, pędzili na pomoc. Nie spóźnili się, o nie...
Imię: Adeline

- Alia-znienawidzona matka. Cieszy się, że jest z dala od niej.
- Valentin- ojciec którego nigdy nie poznał. Nie żyje.
- Aurelia- ukochana siostra, może zawsze z nią porozmawiać.
Partnerka: -
Potomstwo: -
Aparycja: Kenij nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest on pięknym postawnym psem o świetnej posturze. Łeb zawsze wysoko uniesiony, łapy unoszone wysoko z gracją i charakterystyczną dla niego surowością i dystansem. Jego sierść jest nieokreślona, ciężko powiedzieć dokładnie jej jest maści. Jedni twierdzą, że pięknie przeplata się czerń, biel oraz złotawy brąz podobny do złocących się jesienią liści. Jeszcze inni powiedzą, że jest to mieszanka kasztanu od ciemnego do jasnego z bielą oraz czernią. Wersji jest kilka, trudno powiedzieć która prawdziwa. Gdy biegnie widać dokładnie pracujące mięśnie, łapy unosząc się nad ziemią niemal w podskokach. Jego oczy zawsze tak samo zielone jak trwa wczesnym latem lub późną wiosną, to raczej niespotykana barwa u psów, a on ma ten zaszczyt ją posiadać. Uszy calutkie czarne tak samo jak jego ogon.
Charakter: Kenij to najzwyczajniej w świecie zwyczajny pies który nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nie można powiedzieć, że całkowicie wtapia się w tłum innych bo rzadko do tego dochodzi i to nie tylko ze względu na jego rangę, do której i tak nie przywiązuje większej uwagi. Dla niego liczy się to co osiągnie się w życiu, nie Kenij nie jest materialistą, a nawet jest bardzo sentymentalny. Po prostu uważa, że inni powinni pamiętać kogoś za czyny które wykonał. To jego taka mania, która przez wielu nazywa jest wadą. Chcę być zapamiętany, pragnie tego od dnia w którym zrozumiał, że nic innego nie nada jego życiu sensu. Jednego jednak możecie być pewni; ten pies nigdy nie wyciągnie do was pomocnej łapy.
W jego przekonaniu jeśli ktoś o ową pomoc nie prosi, to jej nie potrzebuje. Ma w sobie wiele odwagi, co nie zawsze równa się zdrowemu rozsądkowi, oczywiście w dużej mierze stara się go używać lecz gdy adrenalina uderza do głowy jest gotów zrobić wszystko. Ale jak wspomniałam, przestaje wtedy myśleć jasno, jest w stanie oddać życie za osoby które kocha lub darzy jakimkolwiek uczuciem. Chociażby nienawiścią...to nie jest normalne, ale w jego przypadku jak najbardziej prawdziwe.
Kenij skrywa przed światem swoją wrażliwą i łagodną stronę, nie lubi gdy wszyscy uważają go za pełnego pokory i delikatnego psa. Woli gdy każdy wie, że jest surowy i do każdego podchodzi z należytym dystansem to pomaga w osiągnięciu celów które ma postawione. Lubi kiedy wszystko jest na swoim miejscu, poukładane i każdy kawałek puzzla ma swoje miejsce w układance. Udoskonalenie siebie zaczął od narodzin, wyrzucał wszystkie cechy które mu się nie podobały na dalszy plan z nadzieją, iż kiedyś się z nimi upora...do dzisiaj są zsunięte na drugą półkę. Nigdy nie emanuje czystą wrogością wprost, da się to natomiast wyczuć w tonie jego głosu oraz dostrzec w oczach które ciskają błyskawicę. Dla niewielu się tak naprawdę otwiera, w tej chwili praktycznie dla nikogo. Nie ma kogoś komu mógłby zwierzyć się ze wszystkich problemów które go dręczą i nie dają spać po nocach. Często bywa bezwzględny, ale to się wiążę z dalszym odrzucaniem wszystkich ważniejszych emocji takich jak miłość czy wrażliwość. Zamknięty w sobie, tak to można podsumować. No ale każdemu należy się odrobinka rozrywki i pokazywanie jakim jest się naprawdę i cóż, wtedy właśnie Kenij ma te lepsze dni. Chodzi jak naćpany z szerokim uśmiechem na twarzy, najczęściej można go wtedy spotkać ze...szczeniakami. Bawi się z nimi, biega i śmieje. Mówcie co chcecie ale Kenij ma podejście do małych bachorów. Jego w dużej mierze ominął czas dorastania, jakaś jego część została mocno zaniedbana co odbija się teraz. Bywa apodyktyczny i chłody, a godzinę później radosny i pełen wigoru. Nie dopuszcza do siebie świadomości, że może kogoś pokochać, to jest problem który leży głęboko ukryty w jego psychice. Nie był kochany jako szczeniak, nie był kochany jako nastolatek więc on także nie umie dać takiego uczucia jak miłość.
Agresywny bywa w ostateczność, nie lubi się uciekać do przemoc, ale nie obiecywał, że nie będzie groził. Bo to są zazwyczaj ostrzeżenia na które sobie pozwala.
Nieśmiałość budzi się w nim równie rzadko jak poczucie, że jest na tym świecie komuś potrzeby. Jednak nie ma, aż tak bardzo zaburzonej wartości siebie. Umie docenić swój dziwny ale niesamowity wygląd, aczkolwiek nie często zdarza mu się pochlebiać samemu sobie. Poza tym nie lubi słuchać żadnych komentarzy czy też pochwał, wie, że aby coś osiągnąć trzeba na to zapracować. Dlatego pracuje. Jeśli wisi ci przysługę, wisi ci ją do końca życia, nigdy nie uda mu się dokładnie jej spłacić. Takie jest jego zdanie na ten temat. Błyskotliwy i inteligenty, bardzo oczytany jak na swój wiek.
Często możecie spotkać go samego w swoim domu i rozmyśla godzinami, jednakże jest bardzo spokojny. Kłóci się tylko w momencie ostatecznym, nie unosi głosu dopóki nie będzie to konieczne. Gdyby ktoś się zastanawiał czy jest pesymistą, czy optymistą- nie, on jest realistą. Nie wymaga rzeczy nierealnych, od innych. Od siebie często, aż za dużo.
Podsumowując? Pies na pierwszy rzut oka śmiały, pewny siebie, surowy, podchodzący do innych z wielkim dystansem oraz chłodem. Często bezwzględny i ignorancki. Z drugiej strony wrażliwy, pełen sprzeczności i nieśmiałości oraz niepewności. Delikatna pokaleczona dusza. Brak miłości we wczesnym rozwoju zadecydował o jego stylu życia...może kiedyś...coś lub ktoś sprawi, że uda mu się o tym zapomnieć.
Umiejętności: Kenij to zwinny pies, jego sposób reagowania jest natychmiastowy. Szybki i sprytny, jego kroki ciche, niemal nie do usłyszenia. Może się pochwalić doskonałym słuchem, nie umknie mu żaden dźwięk. Żadne poruszenie się krzaka czy skrzypienie śniegu, dla niego wyłapanie takich rzeczy to bułka z masłem. Jego węch także jest niczego sobie, świetnie radzi sobie na palowaniach, co oczywiście nie oznacza, że nie ma lepszych od niego. Jego orientacja w terenie jest nadzwyczajnie dobra, umie odnaleźć się wszędzie ale to pewnie dzięki temu, iż często spaceruje po górach. To go relaksuje. Silny i wyćwiczony, cały rok jest w formie i nie pozwala sobie na jakiekolwiek zaniedbania w tej sprawie. Codzienna przebieżka jest dla niego mantrą. Mocne łapy, doskonale przystosowane do ciężkich warunków w górach. Jedyne czego Kenij nie trawi to pływanie.
Historia: Życie tego psa nigdy nie było łatwe, nigdy nie miał rodziny która by go pokochała. Takie rzeczy zdarzają się ponoć tylko w filmach lub książkach, lecz dla niego to prawdziwie życie i prawdziwa historia której nie zapomni do końca swoich dni. Urodził się w ubóstwie i biedocie, wraz z siostrą która przyszła z nim na świat byli niechcianymi przez ich matkę szczeniakami. Ojciec zmarł podczas trwania ciąży, tak więc Emma nie miała powodu by je wychowywać. Czuła do nich obrzydzenie, pałała nienawiścią i brakiem miłości. Jednak nie wyrzuciła ich, ani nie oddała. Mieszkali w nędznej szopie, która nie chroniła ich przed zimnem, Kenij kochał wtedy swoją matkę. Bo który szczeniak nie kochałby swoich rodziców? Nie umiał jeszcze rozróżnić dobra od zła, nienawiści od miłości. Jego siostra była drobna i malutka, zawsze się o nią troszczył. Uczył ją wszystkiego, gdy matka wychodziła na polowania, a oni mogli być sobą uczył ją tropić, czytać. Pomimo, iż byli z tego samego miotu on szybciej pochłaniał wiedzę, zawsze był do przodu i przekazywał zdobytą wiedzę siostrze. Kochał ją ponad życie. Była jego promykiem słońca. Kiedy dorastali zaczęli rozumieć, że matka traktuje ich jak kula u nogi. Nie okazywała im żadnego szacunku, uczuć był chłodna i...zadawał im wielu bólu emocjonalnego oraz fizycznego. Gdy Kenij wraz z Aurelią - czyli jego siostrą - osiągnęli wiek dwóch lat, Emma wygoniła ich z domu. Po prostu, wyrzuciła na skutą lodem ziemię, ostry wiatr i nakazała przetrwać. Kenij miał w nosie to czy uda mu się przeżyć, najbardziej martwiła go siostra. Bał się o nią i o jej życie, zawsze była delikatna i ciężko jej było wychodzić na dwór nawet gdy było na plusie. Nie lubiła tego, w tamtym momencie zacisnęła zęby i cały czas powtarzała; dobrze, że tak się stało.
W głębi siebie Kenij także tak uważał, cieszył się, że są od niej uwolnieni jednak gdy byli z nią mieli przynajmniej dach nad głową i mogli w jakiś sposób przetrwać. Teraz wątpił, czy uda im się przeżyć chociaż jedną dobę. Musli znaleźć schronienie, udali się więc w ciężką wędrówkę w kierunku gór. Wiedzieli, że muszą tam być jaskinie, które dadzą im schronienie przed śniegiem i mocnym wiatrem. Instynkt ich nie zawiódł. Nie można jednak polegać tylko na nim, wiadome było, że któreś z nich nie przetrwa. Każde z nich miało nadzieje, że to drugie zdoła przeżyć i dotrze na miejsce całe i bezpieczne. Zatrzymali się pod rozłożystą sosną, jej dolne gałęzie sięgały ziemi. Dawało to minimalne poczucie ciepła oraz ochrony. Kenij wybrał się palowanie, ponieważ nie pozwalał ruszać się Aurelii z miejsca. Miał powody, wiedział, że siostra nie dała by sobie rady z niebezpiecznymi zwierzętami. Prędzej by zginęła. Nie przewidział tylko jednej, jedynej rzeczy.
Samodzielności Aurelii.
Suczka oburzona brakiem z jej punktu widzenia zaufania, postanowiła udowodnić bratu swoją rację. Wyszła spod sosny i poszła w przeciwnym kierunku od wyprawy Kenijego. Śnieg delikatnie pruszył, ona już zdążyła się przyzwyczaić do życia na świeżym powietrzu, mało co odczuwała chłód i lód pod łapami. Złapała trop, nie mogła dokładnie określić jakie to było zwierze, a jednak ruszyła jego śladem. Odciski w śniegu jak i zapach doprowadził ją do stada saren, to była niespotykana okazja. Obserwowała zwierzynę zza krzaków, czekając na właściwy moment. Coś przestraszyło sarny, nagle zerwały się do gwałtownej ucieczki. Aurelia nie miała pojęcia o co chodzi, nie ruszyła się z miejsca, siedziała w kompletnym bezruchu...zza jej pleców dobiegł się głośny ryk.
Kenij który wracał już ze zdobyczą usłyszał przeraźliwy skowyt, zatrzymał się, a zwierzyna wyleciała mu z psyka. Jego reakcja była dość niespotykana, każdy normalny pies zerwał by się do ucieczki przed niebezpieczeństwem, jednak on ruszył biegiem w kierunku z którego dochodziło głośne wycie. Biegł ile sił miał w łapach, to była najprawdopodobniej najokropniejsza chwila w jego życiu. Głośny łomot serca, kompletny chaos w myślach, tysiące wątpliwości. Strach. Przerażenie. I rozpacz gdy dotarł na miejsce.
Śnieg nie był naturalnie biały, on był nienaturalnie czerwony. Przed jego łapami leżała ledwo oddychając siostra. Jego siostra, mała, bezbronna i delikatna. To zawsze nad jej życiem tak strasznie czuwał, prawie jak anioł stróż. Gdy było zimno w nocy to on dawał jej ciepło, pocieszał ją starał się być dla niej wsparciem, ona była dla niego jedyną nadzieją uczepił się jej jak korzenia, aby nie spaść w przepaść. Ona trzymała go przy jakichkolwiek zdrowych zmysłach. Kochał ją. A teraz miał ją stracić? O tak? Patrzył na nią i nie wiedział co miał robić, panikował. Pierwszy raz w jego krótkim życiu ogarnęła go kompletna histeria. Zaczął wyć, szczekać starał się zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek w okolicy. Miał nadzieje, że ktoś tutaj mieszka w tych górach. Nie mylił się. Sfora była już w drodze, pędzili na pomoc. Nie spóźnili się, o nie...
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Autor: •Mia•
~Alpha~
Imię: Adeline
[Del, Deli]
Płeć: Suczka
Wiek: 3 lata
Rasa: Syberian Husky
Data Urodzenia: Istota tak samo zimna, jak sam dzień narodzin - 10 Grudnia.
Stanowisko: Adeline, prócz sprawowania funkcji Alphy często uczestniczy w szkoleniach nowych, młodych psów na dane stanowiska.
Rodzina:
- Elipsa - ukochana matka. (?)
- Revent - ojciec, którego nie widziała od dzieciństwa. (?)
- Izaac - brat. Nie wie, gdzie teraz się podziewa, co jest wielkim plusem.
- Dejnira - znienawidzona starsza siostra.
- Caleb -przybrany bart, najbliższa osoba pod słońcem.
Zauroczony/a: --
Partner/ka: --
Potomstwo: --
Aparycja: Del to suczka o dumnej posturze i zgrabnej sylwetce. Wzrostem nie wyróżnia się spoza innych, podobnych do jej rasy psów. Pod grubym biało-szarym, miękkim futrem i skórą kryją się dobrze wyćwiczone mięśnie, które przez sierść są ledwo widoczne. Dzięki długim łapą porusza się sprężystym krokiem pełnym gracji, co niekiedy wygląda, jakby suczka unosiła się w powietrzu, muskając pazurami grunt. Uroczy pyszczek zakończony czarny nosem wydaje się nieszkodliwy, jednak, gdy Adeline choć trochę go uchyli, z pewnością każdy dostrzeże dwa rzędy śnieżnobiałych kłów, wystających spod warg. Bystre oczy w odcieniu hebanu 'pochłaniają' obserwatora. W słoneczne dni, promyki słońca, które odbijają się od jej tęczówek nadają im bardzo ciekawy kolor, podobny do ciemnej czekolady.
Charakter: Zwykła, czy niepowtarzalna? Charyzmatyczna, czy nieśmiała? Dla wielu opisanie Adeline jest rzeczą niebywale trudną, a podanie chociażby pięciu jej cech niejednemu przysparza wiele trudności.
Powód jest jasny - Del nie potrafi wyjawić wszystkim, jaka jest naprawdę. Zaufała już nieraz, przez to skazała samą siebie na niejednokrotne cierpienia. Nie myślicie jednak, że suczka jest całkowicie zamknięta w sobie. Odzyskała już cząstki utraconego jakiś czas temu usposobienia, przez co zaznajomiony z nią pies może u niej wyodrębnić parę cech.
Zdecydowanie jedną z nich jest realistyczne podejście do życia. Nie pochwala ani pesymizmu, ani nadmiernego optymizmu. Stara się jak tylko może okazywać wszystkim szacunek i szanować ich zdania, jednakże jeżeli ktoś zalezie jej za skórę, może liczyć się z przykrymi konsekwencjami. Jako młodej Alphie, nie przystoi jej niekulturalne, wulgarne zachowanie, co też eliminuje ze swojego codziennego życia. Wie, że nie może stać się dziś dla nikogo autorytetem, ale mimo to stara się ze wszystkich sił dawać innym przykład swoim zachowaniem, co najczęściej dotychczas kończyło się fiaskiem. Ogranicza się w uczuciach takich jak przyjaźń, tym bardziej miłość, czy zaufanie. Wykazuje się niebanalną inteligencją, jak na swój wiek.
Prawie co dzień tryska energią, jednak powstrzymuje się przed okazywaniem tego. Dziwne? Jak najbardziej. 'Tylko wariaci są coś warci.'
Zwykle spokojna, czasem wybucha niespodziewanie, niszcząc z premedytacją wszystko co tylko napotka. Nie potrafi powstrzymywać napadów złości, gdyż przeszłość pozostawiła liczne ślady psychiczne w jej przypadku, ale coraz to skuteczniej ich unika. Odwaga, którą może się poszczycić zapewne nie jest podarowana jej poprzez geny. To znów sprawka minionych lat. Przez nie Del uważa, że nie ma już nic do stracenia, bez wahania patrzy śmierci w oczy.
Nie można nazwać ją duszą towarzystwa, gdyż wszelkich zgromadzeń unika niczym ognia. Podczas, gdy wszyscy bawią się w najlepsze ona dla dobra własnego, jak i innych woli oddalić się w ciemny kąt i tam przeczekać, oddając się za każdym razem innym zajęciom. Nie można jednak stwierdzić po tym zachowaniu, że Adeline to typ samotniczki. Bowiem psy takie jak Caleb ceni sobie ponad wszystko i pielęgnuje zawarte z nimi znajomości, spędzając niekiedy w ich towarzystwie większą ilość wolnego czasu.
Cechę, jaką warto wykreślić poznając Del to romantyzm. Kiedyś, bądźmy szczerzy marzyła o prawdziwej miłości, bratniej duszy i dniach spędzonych przy boku swej drugiej połówki. KIEDYŚ. Dziś słowo 'miłość' jest jej obce. W jej drobnej osobie takie pojęcie zostało wymordowane. Nie wierzy już, że kiedykolwiek się to zmieni.
Do samej siebie podchodzi z wyważonym dystansem. Nie uważa, że jej ranga, czy cokolwiek innego sprawia, że jest kimś ważniejszym.
Taką postawę Adeline buduje już od jakiegoś czasu. Nadane sobie cechy z łatwością przyswoiła, by zapomnieć o tym, kim była. Jednak gdzieś w środku pozostały niknące z biegiem czasu cechy, które zachowała wyłącznie dla siebie. Jeszcze czasem okazuje się pomocna, lojalna, chociaż bywa to bardzo sporadyczne z jej strony. Porywczość, wieczny uśmiech na pyszczku i bujanie w obłokach już dawno sobie odpuściła. Mało kto wie o tym, że wszystkie tajemnice, które jej powierzono nadal skrywa głęboko w sobie, a jej duszyczka przepełniona humorem, skromna, delikatna została pokruszona na tysiąc drobniutkich kawałeczków, które niebywale trudno poskładać do kupy na nowo.
Umiejętności: Życie w samotności wykształciło w Deli wielką samodzielność, co też przydało się w zdobywaniu pożywienia. Na licznych polowaniach rozwinęła zmysły niemalże do perfekcji, czym śmiało może się poszczycić. Słuch i węch ma niezawodny, głównie to na nich przecież polega. Sokolego oka nie posiada, jednakże nie narzeka na swój obecny stan wzroku.
Jak już mogliście przeczytać, Adeline posiada umięśnione, długie łapy, które jeszcze ani razu nie zawiodły. Zahartowane do długich podróży, a nawet ciągłego biegu są wyjątkowo wytrzymałe i silne.
Szczególną przewagą dla niej jest zwinność. Każdy ruch wykonuje płynnie, przez co w walce zwykle nie ponosi groźnych obrażeń.
Historia: Dla wielu może się ona wydać zwykła, ot tak. Jednak Adeline przeżyła w soim życiu trudne dla niej chwile, które złamały jej serce, zostawiły rany zarówno psychiczne, jak i fizyczne.
Wszystko zaczęło się od samych narodzin suczki. Wraz ze swoim rodzeństwem przyszła na świat w ogromnym domu lekarza i prawniczki. Była ostatnia w miocie, najsłabsza. Początkowo wszyscy przekreślili szansę na jej przeżycie. Tylko jej matka uporczywie odganiała resztę szczeniaków, by ona mogła dostać się do mleka rodzicielki. Ostatecznie została uratowana, choć tak naprawdę można powiedzieć, że miała ona wyjątkowe szczęście.
Do ukończenia sześciu miesięcy spędzała życie na beztroskich zabawach. Często wpadała w kłopoty, gdyż Isaac i Dejnira, jej starsze rodzeństwo podpuszczali ją nie raz. Niekiedy do gryzienia kapci właściciela, innym razem do zbicia nowej wazy. Wtedy jeszcze nie była świadoma, jakie zamiary ma jej brat i siostra.
Pewnego razu, w zimowy poranek jej właściciele przynieśli ogromne, zielone drzewo z igłami. Po dobrej godzinie zaczęli je ozdabiać ciastkami, kolorowymi, puszystymi łańcuchami i piłkami w najdziwniejsze wzory. Co się działo? Tego nie wiedziała. Jednak zaraz po południu wszystko miało być jasne. Adeline z wielką różową kokardą zawiązaną na szyi wpakowano do dużego pudła z czterema dziurkami po każdym z czterech boków. Po wielu turbulencjach nastała cisza trwająca jedynie kilka minut. Zaraz po niej krzyki, aż w końcu okropne światło z góry, rażące w oczy. Jej oczom ukazał się bardzo mały człowiek, dziecko, a za nim kolejne dwa. Chłopczyk, który miał około trzy lata ze łzami jak grochy zaczął arię wrzasków. Dwie dziewczynki stające za nim podbiegły do pudełka z Del. Pięcioletnia Cristy i Sophie starsza o dwa lata od swojej siostry byłby zachwycone szczeniaczkiem. Rozpoczął się koszmar. Przez cały rok Adeline była pryskana śmierdzącymi perfumami, malowano jej pazury (a nawet sierść), nieraz bito i rzucano po kątach. Najgorsze w tym było, że gdy suczka szczeknęła, próbowała się wyrwać, nie mówiąc już o kłapnięciu pyskiem rozlegał się dziki ryk - "MAMOOO!! Ten głupi pies próbuje mnie zabić!". To zapowiadało tydzień w zaniedbanym, małym kojcu po ich starym psie i picie deszczówki, jeżeli taka spadła.
Nic dziwnego, że Del była bardzo wychudzona i marnie wyglądała. Mimo to, zakochał się w niej pewien pies. Wydawać się mogło, zwykły, bezpański włóczykij. A mimo to zrodziło się między nimi uczucie. Przeżyli wspaniałe chwile, mieli być na zawsze razem, mieć szczeniaki. Historia niczym z Disney'owskiego "Zakochanego Kundla". Niestety szybko okazało się, że życie Adeline jest naznaczone jednym wielki pasmem niepowodzeń. Ukochany niby 'przez nieuwagę' złapał się wraz z Del w sidła hycla. Ze schroniska uciekł, mówiąc suczce, że nic do niej nie czuł, a ta była jedynie kolejną przeszkodą na jego życiowej drodze, z którą musiał się uporać. Był jedynie marionetką Isaaca i Dejniry, którzy chcieli mieć pewność, że ich siostra umrze. Ona bowiem miała przejąć władze w sforze(dotychczas jej rodzice sprawowali funkcję przywódców w okolicznej sforze psów 'z wyższych sfer').
Schronisko było piekielnym etapem w jej życiu. Raczona codziennie przykrymi komentarzami i nieraz atakowana, powoli wykańczała się. Czekała jedynie na śmierć, zbawienną w tej chwili. Wtem pewnego dnia do schroniska zawitał biały owczarek szwajcarski. Kroczył dumnie przez korytarz obstawiony z obu stron klatkami ze wściekłymi psami. Nie zwracał na nie nawet uwagi. Ulokowali go obok Adelinie. Z jakiegoś powodu zainteresował się nią. Jednak w inny sposób, niż większość psów. Przyrzekł jej, iż ją uwolni. Tak też się stało, w nocy uciekli. Suczka nie ufała mu, kolejny zawadiacki, bezdomny pies. Historia znów mogła się powtórzyć. Owczarek, zwany Calebem pomógł jej -mimo niechęci ze strony Del- przetrwać na ulicy. Nawet udało mu się zdobyć jej przyjaźń.
Po wielu przykrych przygodach dotarli na górzyste tereny. Tam poznali Kenija i Aurelię, jeszcze przed tragiczną śpiączką.
To niewielki fragment życiorysu Adeline. Gdybym chciała opowiedzieć Wam o wszystkim, z pewnością nikt by tego nie czytał.
Wszystko zaczęło się od samych narodzin suczki. Wraz ze swoim rodzeństwem przyszła na świat w ogromnym domu lekarza i prawniczki. Była ostatnia w miocie, najsłabsza. Początkowo wszyscy przekreślili szansę na jej przeżycie. Tylko jej matka uporczywie odganiała resztę szczeniaków, by ona mogła dostać się do mleka rodzicielki. Ostatecznie została uratowana, choć tak naprawdę można powiedzieć, że miała ona wyjątkowe szczęście.
Do ukończenia sześciu miesięcy spędzała życie na beztroskich zabawach. Często wpadała w kłopoty, gdyż Isaac i Dejnira, jej starsze rodzeństwo podpuszczali ją nie raz. Niekiedy do gryzienia kapci właściciela, innym razem do zbicia nowej wazy. Wtedy jeszcze nie była świadoma, jakie zamiary ma jej brat i siostra.
Pewnego razu, w zimowy poranek jej właściciele przynieśli ogromne, zielone drzewo z igłami. Po dobrej godzinie zaczęli je ozdabiać ciastkami, kolorowymi, puszystymi łańcuchami i piłkami w najdziwniejsze wzory. Co się działo? Tego nie wiedziała. Jednak zaraz po południu wszystko miało być jasne. Adeline z wielką różową kokardą zawiązaną na szyi wpakowano do dużego pudła z czterema dziurkami po każdym z czterech boków. Po wielu turbulencjach nastała cisza trwająca jedynie kilka minut. Zaraz po niej krzyki, aż w końcu okropne światło z góry, rażące w oczy. Jej oczom ukazał się bardzo mały człowiek, dziecko, a za nim kolejne dwa. Chłopczyk, który miał około trzy lata ze łzami jak grochy zaczął arię wrzasków. Dwie dziewczynki stające za nim podbiegły do pudełka z Del. Pięcioletnia Cristy i Sophie starsza o dwa lata od swojej siostry byłby zachwycone szczeniaczkiem. Rozpoczął się koszmar. Przez cały rok Adeline była pryskana śmierdzącymi perfumami, malowano jej pazury (a nawet sierść), nieraz bito i rzucano po kątach. Najgorsze w tym było, że gdy suczka szczeknęła, próbowała się wyrwać, nie mówiąc już o kłapnięciu pyskiem rozlegał się dziki ryk - "MAMOOO!! Ten głupi pies próbuje mnie zabić!". To zapowiadało tydzień w zaniedbanym, małym kojcu po ich starym psie i picie deszczówki, jeżeli taka spadła.
Nic dziwnego, że Del była bardzo wychudzona i marnie wyglądała. Mimo to, zakochał się w niej pewien pies. Wydawać się mogło, zwykły, bezpański włóczykij. A mimo to zrodziło się między nimi uczucie. Przeżyli wspaniałe chwile, mieli być na zawsze razem, mieć szczeniaki. Historia niczym z Disney'owskiego "Zakochanego Kundla". Niestety szybko okazało się, że życie Adeline jest naznaczone jednym wielki pasmem niepowodzeń. Ukochany niby 'przez nieuwagę' złapał się wraz z Del w sidła hycla. Ze schroniska uciekł, mówiąc suczce, że nic do niej nie czuł, a ta była jedynie kolejną przeszkodą na jego życiowej drodze, z którą musiał się uporać. Był jedynie marionetką Isaaca i Dejniry, którzy chcieli mieć pewność, że ich siostra umrze. Ona bowiem miała przejąć władze w sforze(dotychczas jej rodzice sprawowali funkcję przywódców w okolicznej sforze psów 'z wyższych sfer').
Schronisko było piekielnym etapem w jej życiu. Raczona codziennie przykrymi komentarzami i nieraz atakowana, powoli wykańczała się. Czekała jedynie na śmierć, zbawienną w tej chwili. Wtem pewnego dnia do schroniska zawitał biały owczarek szwajcarski. Kroczył dumnie przez korytarz obstawiony z obu stron klatkami ze wściekłymi psami. Nie zwracał na nie nawet uwagi. Ulokowali go obok Adelinie. Z jakiegoś powodu zainteresował się nią. Jednak w inny sposób, niż większość psów. Przyrzekł jej, iż ją uwolni. Tak też się stało, w nocy uciekli. Suczka nie ufała mu, kolejny zawadiacki, bezdomny pies. Historia znów mogła się powtórzyć. Owczarek, zwany Calebem pomógł jej -mimo niechęci ze strony Del- przetrwać na ulicy. Nawet udało mu się zdobyć jej przyjaźń.
Po wielu przykrych przygodach dotarli na górzyste tereny. Tam poznali Kenija i Aurelię, jeszcze przed tragiczną śpiączką.
To niewielki fragment życiorysu Adeline. Gdybym chciała opowiedzieć Wam o wszystkim, z pewnością nikt by tego nie czytał.
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Autor: Ness Cullen

Imię: Aurelia
Płeć: Suczka
Rasa: Border Collie
Data Urodzenia: 7 luty.
Rodzina:
- Alia-matka o której Aurel próbuje zapomnieć.
- Valentin- ojciec który zmarł za nim zdążyła go poznać.
- Kenij- brat, największe wsparcie Aurelii.
Zauroczenie:-
Partner:-
Potomstwo:-
Aparycja: Aurelia nie należy do grupy największych psów, los nie podarował jej wysokiego wzrostu-niestety. Poza tym, Aurel to suczka pełna wdzięku i gracji, jej ruchy przypominają trochę skaczącą sprężynkę gdy ma dobry humor. Złote oczy które w słońcu przyjmują barwę niemal bursztynu. Ubarwienie jej maści to dość piękne połączenie złota z bielą. Na końcach noska znajduję się kilka złotych kropeczek.
Charakter: Aurel jest samowystarczalna, przeżyła w życiu więcej niż nie jeden stary pies dlatego często na pierwszy rzut oka może się wydawać zgorzkniała, cyniczna i oschła. Spokojna i cicha, nie ma powodu by się odzywać niepytana co nie oznacza, iż nie ma własnego zdania. Często skrywa irytację w głębi siebie nie okazując jej światu, jest pewna swoich możliwość i pomimo, że nie wygląda bardzo możliwie jest to, że powali cie na ziemię bez najmniejszego wysiłku. W pełni zgrana ze sobą, często wsłuchuję się w rytm swojego serca i pracujące bez zarzutu organy. Kocha góry, nie posiada lęku wysokości więc z miłą chęcią stała by całymi dniami na wysokich szczytach czując wiatr na swoim ciele. Odważa jak mało kto, ale nie traci głowy w ekstremalnych warunkach czy sytuacjach, jej mózg pracuje wtedy na najwyższych obrotach szukając jak najlepszego wyjścia z niedorzecznego momentu. Pełna podejrzliwości do otaczających ją psów, z dystansem podchodzi do nowych znajomości i nie otwiera się przy lepszej okazji. Zaufaniem obdarza tylko osoby według niej do tego odpowiednie psy. Wyciągnie do ciebie pomocą łapę, ale nigdy jej nie przyje od kogoś innego. Nie ma dla siebie litości, według niej nikt nigdy nie będzie i d e a l n y, dlatego też nawet nie próbuje osiągać takiego stanu.
Do życia podchodzi ze znaną dla siebie rezerwą, nie cieszy się przed zachodem słońca z udanego dnia, nie wierzy w szczęśliwie zakończenia i wiele innych.Kiepska w okazywaniu uczuć, nie umie dobrać właściwych słów czy gestów. Jednakże umie podziękować jak i przeprosić, chowając wtedy do kieszeni swoją dumę. Nie lubi robić sobie z innych psów wrogów, aczkolwiek czasami wymaga tego sytuacja. Potrafi być wredna i zaleźć za skórę jak drzazga, ciężką ją wyjąć ale jeśli już to zrobisz to bezboleśnie. Aurelia szybko usunie się z twojego życia, nie należy do zapominalskich urazę potrafi trzymać do końca życia. Jest szczera i ironiczna, nie trawi psów które nie rozumieją sarkazmu. Wydają się być takimi osłami, że aż szkoda z nimi wymieniać jakiekolwiek zdania. Jeśli uda ci się zdobyć jej zaufanie okaże się być w tej znajomości lojalna oraz szczera, pielęgnuje to i stara się nie tracić kontaktu z osobnikami którzy wydają się być normalni. Aurel i miłości, no cóż. Myślę, że związki to niekoniecznie jej bajka, może rzeczywiście potrzebuje kogoś komu będzie mogła powiedzieć wszystko, wyżalić się ale także i pośmiać się lecz...Aurelia byłaby jedną z najcięższych drugich połówek. Ale mimo, że może zgrywać najchłodniejszą suczkę na świecie ale w najgłębszym zakątku serca wciąż żyje mała księżniczka, która czeka na swego księcia.
To wszystko oczywiście nie oznacza, że Aurelia jest zgorzkniałym psem który nienawidzi innych. Tak naprawdę kocha życie, każdy dzień to dla niej błogosławieństwo od Boga. Jest pełna rozpierającej jej energii, na pyszczku będzie gościł delikatny uśmiech, gdy spędza czas z bratem czy może z przyjaciółmi. Życzliwa i przyjazna. Aurel należy do tych psów których ambicje nie opuszczają. Nieśmiałość pojawia się w jej przypadku rzadko, ale wtedy zupełnie inaczej się z nią rozmawia. Jąka się i staje się roztargniona oraz rozrzutna i nagle..gdzieś jej się śpieszy. Dusza artystki, uwielbia śpiewać oraz malować. W jej małym kątku w jaskini stoi pełno puszek z farbą i pędzli. Jej śmiech przypomina trochę delikatne stukanie o sobie dzwoneczków, rzadko można usłyszeć jak się śmieje. Doskonale wie czego chcę od życia, odpowiedzialna za swoje czyny. Mimo, że Aurel może uchodzić za istotę twardą niemal tak jak skała, to tak naprawdę jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych. Nie lubi dzielić się z innymi swoimi smutkami, ani zmartwieniami uważa, iż są to sprawy osobiste i nie powinno się o tym gadać na lewo i prawo. Zwierza się jedynie zaufanym znajomym, jedną z osób które sobie ceni jest Adeline.
Umiejętności: Aurelia należy do tych psów, które starają się być zawsze w jak najlepszej dyspozycji fizycznej. Przygotowana do ciężkich warunków, jakie panują w górach. Wysokie śniegi jak i ostry wiatr stały się dla niej nie groźne od kąt opuściła dom rodzinny, sprytna i zwinna. Jej kroki są pewne jaki i bezszelestne, spokojnie podchodzi do każdej sprawy i z opanowaniem potrafi wyjść z każdej opresji. Umie się bronić, całkiem nieźle radzi sobie w walce z większymi przeciwnikami. Nie grzeszy dobrym słuchem i węchem, które przydają się na polowaniach. Jedyny problem Aurelii jest kiepska orientacja w terenie, mimo, że bardzo często spaceruje to i tak potrafi się zgubić kilka metrów od jaskini. Pływanie jak i bieganie nie sprawia jej żadnego problemu, ma silne i odporne na zimne podłoże łapy.
Historia: Aurelia nigdy nie miała w życiu z górki, bywały momenty przerażające w których odechciewało się żyć, ale także wesołe które zapadają w pamięć na zawsze. Urodziła się w zimę, chłodnego, mokrego siódmego lutego wraz ze starszym bratem. Już kilka pierwszych godzin było naznaczone cierpieniem i niemiłymi wspomnieniami, Aurel nigdy nie wierzyła w to, że matka kocha ją, czy może Kenijego. Zazwyczaj sprawiała wrażenie zimnej, bezwzględnej i okropnej matki, z jedzeniem dla nich się ograniczała, ze wszystkim się ograniczała, lecz najbardziej z uczuciami. Aurelia nie może sobie przypomnieć, czy matka chociaż jeden raz w życiu ją przytuliła, powiedziała ciepłe słowo czy może spojrzała łagodniejszym okiem. Brakowało jej taty, chociaż nigdy go nie miała okazji poznać, strasznie jej doskwierał jego brak. Ich mama nie wspominała o nim, nawet gdy ją o to prosili.
To wszystko zamiast matki gwarantował jej brat, który nie był od niej znowu taki straszy. Kilka minut to w końcu nie duża różnica, a jednak. Kenij zawsze był od niej...lepszy. We wszystkim, na początku zazdrość ją trochę trawiła od środka, zastanawiała się czemu jemu wszelkie umiejętności przychodzą z taką niespotykaną łatwością. Nauka, malowanie, polowanie, tropienie, bieganie.
Później, brat zaczął zwracać na nią większą uwagę i Aurel pojęła, że muszą się nawzajem wspierać, a nie dodatkowo rywalizować kto będzie lepszy. I tak się zaczęła przyjaźń, która rzadko spotykana jest wśród rodzeństwa. Wszystko było do przeżycia gdy ona i Kenij osiągnęli wiek dwóch lat. To była ich zguba, mama wyrzuciła ich przed drzwi. Bez poczucia winy, bez jakichkolwiek uczuć.
Największy ból jakikolwiek było dane przeżyć Aurelii, to było to. Mimo, że zawsze wydawało się, że matka ich nie kocha, tliła się nadzieja, że się zmieni. Iż wszystko może być dobrze, a ona się dla nich otworzy. Jednak tak nie było, rodzeństwo musiało wyruszyć w podróż pełną niebezpieczeństw i zimna. Kenij wyglądał tak jakby się tego spodziewał, więc Aurel próbowała nie okazywać jak bardzo ją to zabolało i jak mało była świadoma ich paskudnego położenia. Śnieg spadał z nieba niemiłosiernie, nie miał ochoty przestawać nawet na chwilę. Mimo to trzeba było iść dalej, rodzeństwo było ze sobą na tyle zżyte, iż każde martwiło się bardziej o drugie niż o siebie. Aurelia nie potrafiła zliczyć ile razy coś zostało jej zabronione podczas tej wędrówki, pewnego razu gdy Kenij zostawił ją samą pod drzewem, a sam wybrał się na polowanie, suczka postanowiła pokazać mu, że sama także umie sobie świetnie poradzić nawet w tak ciężkich sytuacjach.
Potrzebowała trochę czasu na znalezienie właściwego tropu, gdy jednak poczuła świeży zapach sarny ruszyła jego śladem. Nie musiała długo szukać, po kilku minutach biegu dotarła do całego i dość licznego stada saren, zaczaiła się za krzakami i czekała na właściwy moment, przyglądała się spod zmrużonych powiek jak spokojnie grzebią kopytami w śniegu, trochę nie lubiła zabijać tak pięknych zwierząt, lecz gdy chodzi o pokazanie bratu prawdy jest w stanie zrobić wszystko. Nagle wszystkie zerwały się biegu, ale nie był to zwykły bieg, to wyglądało na ucieczkę były przerażone. Nie rozumiała o co chodzi przez co z wpatrywała się z dezorientacją w uciekające stado. Nie wykonała przecież żadnego ruchu, a to nie możliwe by z takiej odległości wyłapały jej zapach. Zza pleców Aurel dobył się śliny ryk, ta zaciskając zęby odwróciła się ze strachem. Na dwóch łapach stał niedźwiedź..chwila, czy one przypadkiem nie powinny spać w zimę? Zmrużyła oczy i najeżając się pokazała zęby, chodź miała doskonałą świadomość, że sama nie da rady dwa razy większemu od niej zwierzęciu. Zaatakował, a Aurelii nie pozostało nic innego jak robić uniki przed jego wielkimi łapami gdy atakował, oczywiście nie da się przeżyć takiej walki tylko dzięki ciągłemu uchylaniu się od ciosów, dlatego też w pewnym momencie nie udało jej się umknąć przed wielką łapą niedźwiedzia. Przypominało jej się to, co kiedyś Kenij powiedział jej na temat tego zwierzęcia. Trzeba udawać martwego, przynajmniej przez chwilę, Aurel krwawiła ponieważ do tego czasu, kilka razy została poważnie zraniona. Upadła więc głucho na ziemię i na chwilę wstrzymała oddech, poczuła mokry nos który prześlizguje się po jej ciele, okropny oddech niedźwiedzia chuchał jej w nos. Mało brakło, a by się wtedy skrzywiła. Minęło kilka minut, a misek z głośnym i głuchym okrzykiem zaczął się wycofywać. Aurel nie pozostało nic innego jak ciche szczekanie i skowytanie. Kenij ją znalazł i właśnie wtedy, gdy zobaczyła jego zagubienie, zrozumiała, że musi zostać i wygrać z chęcią odejścia.
Aurel przez bardzo długi okres czasu była w ciężkim stanie, w śpiączce nieprzytomna. Niedawno, się wybudziła, na nowo odkrywa świat pod okropnie czujnym okiem Kenijego.
Największy ból jakikolwiek było dane przeżyć Aurelii, to było to. Mimo, że zawsze wydawało się, że matka ich nie kocha, tliła się nadzieja, że się zmieni. Iż wszystko może być dobrze, a ona się dla nich otworzy. Jednak tak nie było, rodzeństwo musiało wyruszyć w podróż pełną niebezpieczeństw i zimna. Kenij wyglądał tak jakby się tego spodziewał, więc Aurel próbowała nie okazywać jak bardzo ją to zabolało i jak mało była świadoma ich paskudnego położenia. Śnieg spadał z nieba niemiłosiernie, nie miał ochoty przestawać nawet na chwilę. Mimo to trzeba było iść dalej, rodzeństwo było ze sobą na tyle zżyte, iż każde martwiło się bardziej o drugie niż o siebie. Aurelia nie potrafiła zliczyć ile razy coś zostało jej zabronione podczas tej wędrówki, pewnego razu gdy Kenij zostawił ją samą pod drzewem, a sam wybrał się na polowanie, suczka postanowiła pokazać mu, że sama także umie sobie świetnie poradzić nawet w tak ciężkich sytuacjach.
Potrzebowała trochę czasu na znalezienie właściwego tropu, gdy jednak poczuła świeży zapach sarny ruszyła jego śladem. Nie musiała długo szukać, po kilku minutach biegu dotarła do całego i dość licznego stada saren, zaczaiła się za krzakami i czekała na właściwy moment, przyglądała się spod zmrużonych powiek jak spokojnie grzebią kopytami w śniegu, trochę nie lubiła zabijać tak pięknych zwierząt, lecz gdy chodzi o pokazanie bratu prawdy jest w stanie zrobić wszystko. Nagle wszystkie zerwały się biegu, ale nie był to zwykły bieg, to wyglądało na ucieczkę były przerażone. Nie rozumiała o co chodzi przez co z wpatrywała się z dezorientacją w uciekające stado. Nie wykonała przecież żadnego ruchu, a to nie możliwe by z takiej odległości wyłapały jej zapach. Zza pleców Aurel dobył się śliny ryk, ta zaciskając zęby odwróciła się ze strachem. Na dwóch łapach stał niedźwiedź..chwila, czy one przypadkiem nie powinny spać w zimę? Zmrużyła oczy i najeżając się pokazała zęby, chodź miała doskonałą świadomość, że sama nie da rady dwa razy większemu od niej zwierzęciu. Zaatakował, a Aurelii nie pozostało nic innego jak robić uniki przed jego wielkimi łapami gdy atakował, oczywiście nie da się przeżyć takiej walki tylko dzięki ciągłemu uchylaniu się od ciosów, dlatego też w pewnym momencie nie udało jej się umknąć przed wielką łapą niedźwiedzia. Przypominało jej się to, co kiedyś Kenij powiedział jej na temat tego zwierzęcia. Trzeba udawać martwego, przynajmniej przez chwilę, Aurel krwawiła ponieważ do tego czasu, kilka razy została poważnie zraniona. Upadła więc głucho na ziemię i na chwilę wstrzymała oddech, poczuła mokry nos który prześlizguje się po jej ciele, okropny oddech niedźwiedzia chuchał jej w nos. Mało brakło, a by się wtedy skrzywiła. Minęło kilka minut, a misek z głośnym i głuchym okrzykiem zaczął się wycofywać. Aurel nie pozostało nic innego jak ciche szczekanie i skowytanie. Kenij ją znalazł i właśnie wtedy, gdy zobaczyła jego zagubienie, zrozumiała, że musi zostać i wygrać z chęcią odejścia.
Aurel przez bardzo długi okres czasu była w ciężkim stanie, w śpiączce nieprzytomna. Niedawno, się wybudziła, na nowo odkrywa świat pod okropnie czujnym okiem Kenijego.
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Autor: •Mia•
Imię: Caleb
Płeć: Pies
Wiek: 4 lata
Głos: David Guetta - Dangerous
Rasa: Owczarek Szwajcarski
Data Urodzenia: 30 maja
Stanowisko:
Rodzina:
- Verona - podobnież matka.
- Dick - najpewniej ojciec.
- Pięć psów, którym przypisuje się pokrewieństwo z Calebem. (Uważa się ich za rodzeństwo psa)
Zauroczony/a: --
Partner/ka: --
Potomstwo: --
Aparycja: Caleb to pies, który nie przywiązuje większej uwagi do swojego wyglądu, niż wymaga tego norma. Można zauważyć to niekiedy po zbitych kępkach sierści, które spowija ze sobą zaschnięte błoto.
Najczęściej jednak jego śnieżnobiała sierść samoistnie układa się, tworząc coś na kształt królewskiej szaty.
Długie, umięśnione łapy czynią Caleba znacznie wyższym od reszty psów. Dumna postura, uniesiona lekko w górę głowa i wypięta do przodu pierś czynią go znacznie większym i cóż...urodziwszym psem.
Uszy, zawsze na baczności, wyłapują każdy szmer. Gruba, puszysta sierść oszukuje wielu, dając poczucie, iż Celeb nie należy do najchudszych. W rzeczywistości kryją się pod nią prawie sama skóra i kości! Niekiedy staje się to dość przydatne, szczególnym plusem jest to, że pies może poruszać się niemalże bezdźwięcznie. W jego ciemnobrązowych oczach można dostrzec wszechobecny błysk, który ujawnia, że Caleb jest beztroski i zawadiacki. Na lewej tylnej łapie można u niego dostrzec dwie, idealnie równe szramy, które już od dwóch lat oszpecają jego wygląd.
Charakter: Caleb to niezwykle barwna postać. Potrafi cały czas się śmiać, uśmiech nie schodzi z jego pyska. Emanuje pozytywem. W jego towarzystwie od razu można poczuć się lepiej.
Marzycielski i beztroski. Twierdzi, że życie na ulicy wiele go nauczyło. Nie skończył jako wredny, zgorzkniały chuligan ze śmietnika. To naprawdę kulturalny i godny zaufania pies. Trzyma się swoich wyznaczonych zasad, nie krzywdzi nikogo, chyba, że we własnej, bądź czyjejś obronie. Musicie bowiem wiedzieć, że Caleb przekłada ponad własne bezpieczeństwo, bezpieczeństwo innych. Za swych przyjaciół gotowy jest poświęcić nawet własne życie.
Beztroski i towarzyski. Lubi zawierać nowe znajomości. Jednakże nie oczekuj, że po kilku rozmowach zostaniecie przyjaciółmi. Zaufaniem obdarza nielicznych. Uważa się go za psa niezwykle spokojnego, co jest prawdą. Mało kto i co potrafi wyprowadzić Caleba z równowagi, to wyjątkowo cierpliwa istota.
Jest typem dżentelmena, chodź nie jest skory od okazywania miłości. Tak więc gdy uraczy cię czarującym uśmiechem i potowarzyszy na spacerze, nie licz, że kieruje nim takowe uczucie jak miłość.
Ceni sobie prawdomówność, gdyż sam jej nie szczędzi. Woli powiedzieć bolesną prawdę, niż zakłamywać innych.
Wyjątkowa uporczywość psa nie umknie nikomu. Gdy postawi sobie cel, dąży do niego. Pomocna jest jego pewność siebie. Caleb nie należy do psów, które zaszywają się w kącie, nie wyrażając swego zdania. Wręcz przeciwnie, śmiało bez wahania głosi swoje poglądy i opinie na temat przeróżnych rzeczy.
Z pewnością śmiało można powiedzieć, że Caleb jest bardzo odważny. Nie ma i najpewniej nie będzie zadania, którego by się nie podjął.
Zyskał sobie zaufanie wielu, mimo, że własne zachowuje dla wybranych. Jednak każdy wie, że można na nim polegać. Zawsze dokładnie wysłucha, pogrąży się wraz z tobą w zadumie, bądź smutku. Służy dobrą radą i pomocną łapą, choć sam nie oczkuje pociechy od innych. Nie zwierza się, wszystkie przykre sprawy chowa głęboko w sobie. Nie opowiada także o sobie, gdyż nie czuje takiej potrzeby.
Nie odizolowuje się od społeczeństwa. Czynnie udziela się wśród sfory. Zawsze jest chętny do gawędzenia, nieważne na jaki temat.
Posiada obszerne pokłady wiedzy i doświadczenia, przez co uważa się go za psa nad wyraz inteligentnego. Rozsądek posiada od lat szczenięcych. Nie działa bezmyślnie, woli poświęcić kilka sekund na analizę i wybranie słusznego rozwiązania. Można go pochwalić za wytrwałość. W całym swym przykrym żywocie nie narzekał, nigdy się nie załamał. Fizycznie także. Potrafi od świtu do zmierzchu maszerować nawet przez kilka dni. Uwielbia góry. Miłość do nich zaszczepiła w nim Adeline, którą traktuje jak siostrę.
Potrafi według własnego systemu 'wycenić' dla kogo warto się starać. Nie okazuje wszystkim swoich przymilnych stron, niektórych raczy szczerą ironią i otwartą niechęcią. Jak głoszą jego nienaruszalne zasady, mówi to, co ma na języku. Okazuje się wrażliwym, tylko w określonych przypadkach (czyt. jeśli tego wymaga sytuacja). Nie wysila się, nie zamierza się nikomu podlizywać, ani odgrywać roli amanta. Jego zdanie w tych sprawach jest jasne i niezmienne. Nie chce zrobić z siebie błazna, uganiając się za 'niedostępną' panną.
Niektórzy uznają go za szalonego, niezrównoważonego, ale to stek kłamstw. Caleb, jak już wspomniała ma opinie publiczną za sobą, tak więc pozwala sobie na ryzykowne rzeczy, które innym mogą wydać się niebezpieczne, a ich wykonawce lubą oni nazywać psychopatą, godnym potępienia.
Beztroski i towarzyski. Lubi zawierać nowe znajomości. Jednakże nie oczekuj, że po kilku rozmowach zostaniecie przyjaciółmi. Zaufaniem obdarza nielicznych. Uważa się go za psa niezwykle spokojnego, co jest prawdą. Mało kto i co potrafi wyprowadzić Caleba z równowagi, to wyjątkowo cierpliwa istota.
Jest typem dżentelmena, chodź nie jest skory od okazywania miłości. Tak więc gdy uraczy cię czarującym uśmiechem i potowarzyszy na spacerze, nie licz, że kieruje nim takowe uczucie jak miłość.
Ceni sobie prawdomówność, gdyż sam jej nie szczędzi. Woli powiedzieć bolesną prawdę, niż zakłamywać innych.
Wyjątkowa uporczywość psa nie umknie nikomu. Gdy postawi sobie cel, dąży do niego. Pomocna jest jego pewność siebie. Caleb nie należy do psów, które zaszywają się w kącie, nie wyrażając swego zdania. Wręcz przeciwnie, śmiało bez wahania głosi swoje poglądy i opinie na temat przeróżnych rzeczy.
Z pewnością śmiało można powiedzieć, że Caleb jest bardzo odważny. Nie ma i najpewniej nie będzie zadania, którego by się nie podjął.
Zyskał sobie zaufanie wielu, mimo, że własne zachowuje dla wybranych. Jednak każdy wie, że można na nim polegać. Zawsze dokładnie wysłucha, pogrąży się wraz z tobą w zadumie, bądź smutku. Służy dobrą radą i pomocną łapą, choć sam nie oczkuje pociechy od innych. Nie zwierza się, wszystkie przykre sprawy chowa głęboko w sobie. Nie opowiada także o sobie, gdyż nie czuje takiej potrzeby.
Nie odizolowuje się od społeczeństwa. Czynnie udziela się wśród sfory. Zawsze jest chętny do gawędzenia, nieważne na jaki temat.
Posiada obszerne pokłady wiedzy i doświadczenia, przez co uważa się go za psa nad wyraz inteligentnego. Rozsądek posiada od lat szczenięcych. Nie działa bezmyślnie, woli poświęcić kilka sekund na analizę i wybranie słusznego rozwiązania. Można go pochwalić za wytrwałość. W całym swym przykrym żywocie nie narzekał, nigdy się nie załamał. Fizycznie także. Potrafi od świtu do zmierzchu maszerować nawet przez kilka dni. Uwielbia góry. Miłość do nich zaszczepiła w nim Adeline, którą traktuje jak siostrę.
Potrafi według własnego systemu 'wycenić' dla kogo warto się starać. Nie okazuje wszystkim swoich przymilnych stron, niektórych raczy szczerą ironią i otwartą niechęcią. Jak głoszą jego nienaruszalne zasady, mówi to, co ma na języku. Okazuje się wrażliwym, tylko w określonych przypadkach (czyt. jeśli tego wymaga sytuacja). Nie wysila się, nie zamierza się nikomu podlizywać, ani odgrywać roli amanta. Jego zdanie w tych sprawach jest jasne i niezmienne. Nie chce zrobić z siebie błazna, uganiając się za 'niedostępną' panną.
Niektórzy uznają go za szalonego, niezrównoważonego, ale to stek kłamstw. Caleb, jak już wspomniała ma opinie publiczną za sobą, tak więc pozwala sobie na ryzykowne rzeczy, które innym mogą wydać się niebezpieczne, a ich wykonawce lubą oni nazywać psychopatą, godnym potępienia.
Umiejętności: Niebywale trudno wskazać granice możliwości Caleba. Pies bardzo dobrze radzi sobie na lądzie, jak i w wodzie. Zapewne gdyby miał możliwość wzniesienia się w niebo, również tam wykazałby swój potencjał.
Jako już wspomniałam długie łapy przyzwyczajone są do wysiłku. Dźwigając nie raz kilka kilometrów umięśnione ciało Caleba są zahartowane do dłuższych, niekomfortowych tras. Pies przyzwyczajony jest do niesprzyjających klimatów. Również niezbędne narządy zmysłów są u niego wyraźnie rozwinięte, prócz wzroku, jest zdecydowanie krótkowidzem. Dobrze wie, kiedy musi zaatakować oraz jaką dobrać taktykę. Posiada ten niezwykły 'dar wyczucia' zagrożenia. Przeciwnik ma z nim w walce marne szanse. Caleb należy do psów silnych i zwinnych, a ponadto dominuje nad większą liczbą psów swoim wzrostem. Całkiem dobrze orientuje się w terenie. Zawdzięcza to głównie wspaniałemu węchu, jak i wzroku, który powoli zaczyna szwankować (dokładniej mówiąc, Caleb z daleka nie potrafi odróżnić żyrafy od słonia, na odległości do 30 metrów jego ślepia są niezawodne). Prócz mięśni posiada również silne kości, podobnież jego ojciec odziedziczył je po swoim, a ten od swego poprzednika i tak dalej... To zostaje w rodzinie od pokoleń. Nadmiar energii czyni go niebywale szybkim, nie skłamałby mówiąc, iż jest jednym z najszybszych w całej sforze.
Jako już wspomniałam długie łapy przyzwyczajone są do wysiłku. Dźwigając nie raz kilka kilometrów umięśnione ciało Caleba są zahartowane do dłuższych, niekomfortowych tras. Pies przyzwyczajony jest do niesprzyjających klimatów. Również niezbędne narządy zmysłów są u niego wyraźnie rozwinięte, prócz wzroku, jest zdecydowanie krótkowidzem. Dobrze wie, kiedy musi zaatakować oraz jaką dobrać taktykę. Posiada ten niezwykły 'dar wyczucia' zagrożenia. Przeciwnik ma z nim w walce marne szanse. Caleb należy do psów silnych i zwinnych, a ponadto dominuje nad większą liczbą psów swoim wzrostem. Całkiem dobrze orientuje się w terenie. Zawdzięcza to głównie wspaniałemu węchu, jak i wzroku, który powoli zaczyna szwankować (dokładniej mówiąc, Caleb z daleka nie potrafi odróżnić żyrafy od słonia, na odległości do 30 metrów jego ślepia są niezawodne). Prócz mięśni posiada również silne kości, podobnież jego ojciec odziedziczył je po swoim, a ten od swego poprzednika i tak dalej... To zostaje w rodzinie od pokoleń. Nadmiar energii czyni go niebywale szybkim, nie skłamałby mówiąc, iż jest jednym z najszybszych w całej sforze.
Historia: Monotonna jak każda inna. Ot, pies z ulicy, zdany na marne towarzystwo samego siebie. Urwis jakich mało. Wszystko swój początek miało w niewielkiej mieścinie, gdzie technologia była słowem obcym. Mieszkańcy utrzymywali siebie i swe rodziny ze sprzedawania upraw, mleka, jajek, bądź zwierząt hodowlanych. W takim miejscu, w szopie pewnego rolnika, niewiele chwil po wybiciu przez zegary północy przyszedł na świat Caleb. Mówiono mu, że matka i ojciec bardzo go kochali. Jednakże nie zdążył ich poznać. Tu zapewne spodziewacie się tragicznej śmierci, wypadku. Jednak los Calebowi zgotował inny rodzaj cierpienia. Kilka dni po narodzinach, gdy ten spał przy boku matki wraz z rodzeństwem, właściciele szopy, w której przyszedł na świat postanowili pochwalić się udanym miotem swojej podopiecznej. Zabrali pieski, mimo głośnego skowytu ich matki, doszło nawet do kilkakrotnych zadrapań i prób zranienia ostrymi zębami rąk właścicielki. Uradowani goście początkowo wykazywali wielki zainteresowanie szczeniakami, jednakże po upływie czasu zajęli się sobą, pozostawiając maluchy bez opieki. Jeszcze nie samodzielne nieboraki porzucone w kartonie jęczały niemiłosiernie przy otwartych drzwiach, prowadzących do środka domu. Nic w tym dziwnego, tutejsi gospodarze często pozostawiali uchylone drzwi, szczególnie podczas wiosny i lata. Podobnież w ciepłe dni pozostawianie otworzonego domu dla gości poprawiało jakość tegorocznych planów. Był to najzwyklejszy zabobon, jednakże przyjął się. Wtedy właśnie do korytarza wtargnął nieznajomy pies. Jego cel był jasny - zdobycie szczeniaków. Do psyka mógł wziąć tylko dwa, gdyż więcej byłoby mu ciężko donieść do swego szefa, które powierzył mu to zadanie. Wyciągnął więc za sierść an karku szczeniaków dwa z nich - Caleba i jego siostrę Blair. Po resztę miał wrócić. Jednakże gdy zbir chciał uciekać ze swym łupem nadbiegła matka Caleba. Sprytny owczarek wykopał dziurę, którą wydostał się z szopy. Uratowała jedynie Blair.
Caleb przez dwa miesiące wraz z dziewiątką innych szczeniaków uprowadzonych przez "zbira", jak zwykł go nazywać szkolił się u "szefa" (kolejna twórcza nazwa, wymyślona przez dwumiesięcznego Caleba). Ten okres pamięta jakby przez mgłę. Niewyraźne strzępki wspomnień, o których wolałby zapomnieć. Karcony za każde źle wypowiedziane słowo, za duży krok podczas marszu. Hańbiony przez "szefa" nie mógł już znieść ciągłego poniżania. Uciekł, narażając się na kilkutygodniowy, wyczerpujący marsz przed siebie, ku wolności.
W pewnym momencie spotkał starszego psa. Miał około dwunastu lat (szacując to na psie, ów pies był staruszkiem). Przygarnął go do siebie i wychował do dwóch lat. Caleb bardzo dobrze się u niego czuł. Traktowali się wzajemnie, jak dawno niewidziana się rodzina. Wuj i siostrzeniec. Niestety zmarł. Caleb nie mógł pogodzić się ze stratą najbliższego i jedynego znajomego psa. Jednakże jak to mówią, czas leczy rany. Pies z wielkim trudem pozbierał się po tragedii. Zaczął nowe życie w pojedynkę. Początki były wspaniałe, wolność, sam dyktował sobie co ma robić. Aż do feralnego dnia kiedy po raz pierwszy hycel z nim wygrał. Zagwarantowało mu to jednodniowy pobyt w ciasnej klatce, ale również poznania swojej przyszłej towarzyszki - Adeline. Sprytnie ukradł klucze podczas wieczornego karmienia i uciekł wraz z Del. Chciał jej pomóc, nie pasowała do schroniska. Zaprzyjaźnili się i dotarli w te góry razem.
Caleb przez dwa miesiące wraz z dziewiątką innych szczeniaków uprowadzonych przez "zbira", jak zwykł go nazywać szkolił się u "szefa" (kolejna twórcza nazwa, wymyślona przez dwumiesięcznego Caleba). Ten okres pamięta jakby przez mgłę. Niewyraźne strzępki wspomnień, o których wolałby zapomnieć. Karcony za każde źle wypowiedziane słowo, za duży krok podczas marszu. Hańbiony przez "szefa" nie mógł już znieść ciągłego poniżania. Uciekł, narażając się na kilkutygodniowy, wyczerpujący marsz przed siebie, ku wolności.
W pewnym momencie spotkał starszego psa. Miał około dwunastu lat (szacując to na psie, ów pies był staruszkiem). Przygarnął go do siebie i wychował do dwóch lat. Caleb bardzo dobrze się u niego czuł. Traktowali się wzajemnie, jak dawno niewidziana się rodzina. Wuj i siostrzeniec. Niestety zmarł. Caleb nie mógł pogodzić się ze stratą najbliższego i jedynego znajomego psa. Jednakże jak to mówią, czas leczy rany. Pies z wielkim trudem pozbierał się po tragedii. Zaczął nowe życie w pojedynkę. Początki były wspaniałe, wolność, sam dyktował sobie co ma robić. Aż do feralnego dnia kiedy po raz pierwszy hycel z nim wygrał. Zagwarantowało mu to jednodniowy pobyt w ciasnej klatce, ale również poznania swojej przyszłej towarzyszki - Adeline. Sprytnie ukradł klucze podczas wieczornego karmienia i uciekł wraz z Del. Chciał jej pomóc, nie pasowała do schroniska. Zaprzyjaźnili się i dotarli w te góry razem.
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Autor: Ness Cullen
Imię: Czym jest imię? Zlepkiem liter przypisanym każdej jednostce, ażeby łatwiej się odnaleźć w świecie, gdzie każdy z nas skazany jest na samotność. Osobnik zwał się prosto, popularnie - Sam. Każdy mógłby zapamiętać nazwę bez większego znaczenia. Natomiast pies rozwinął nieco imię i od teraz przedstawia się jako Samuel, czyli dosłownie 'niech Bóg wysłucha.' Kiedyś dostał własny przydomek, środowisko zwracało się do niego 'Cztery'.
Płeć: Pies, nie da się ukryć.
Wiek: Jak to jest z Samem? Czy jego wiek można stwierdzić na podstawie zmarszczek? A może blizn, którymi przeorane jest cielsko zwierzęcia, świadczących o bogatym bagażu doświadczeń? Zdołałbyś znaleźć wiele blizn, jednakże skóra sama w sobie jest delikatna i gładka. Młody? Owszem. Dorosły? Również. Ciężko stwierdzić, około czterech. Może cztery i pół, raczej wzwyż aniżeli w dół.
Głos: Hozier - Take Me To Church
Rasa: Powiadają, iż każda jednostka do czegoś należy. Mają rację. Nikt z nas nie ma wpływu na przeszłość, taką jaka jest, ale możemy WYBRAĆ sobie przyszłość. Samuel jest niechybnym wynikiem krótkiego romansu, dwóch psów z zaprzęgu. W jego żyłach płynie krew Huskich z Grenlandii, choć ze strony ojca ma powiązanie z Rosją; dokładniej jej północnymi zakątkami, gdzie nikt nie ma ochoty zaglądać. Tak, Syberia. Owszem, Husky.
Data urodzenia: 4 lipca, data upamiętniająca klęskę wojsk moskiewskich pod Kłuszynem w 1610 roku. Idealny czas na narodziny Samuela.
Stanowisko: Lekarz
Rodzina:
Zauroczony: Są psy, które kochały. Ich miłość została odrzucona, zawiodły się. Poddały się i teraz sceptycznie patrzą na każdy przejaw uczucia. To nie o to w tym chodzi. Bo gdyby odebrano ci zwycięski los na loterię, odpuściłbyś? Ja nie. Wciąż walczę. Za siebie, moje dobre imię, za Ciebie, moja droga, ale przede wszystkim za Nas. Za Naszą miłość. - Wtenczas brak.
Partnerka: Brak.
Potomstwo: Brak.
Aparycja: 'Czy mój wygląd nie pozwala ci się skupić?'
Cztery, tak jak nakazuje tego wzorzec jest istną mieszanką elegancji i siły. Jego linie są harmonijne, proporcje zachowane. Mięśnie, ku jego niepocieszeniu, doskonale zarysowane. Sylwetka zamyka się w prostokącie. Odległość od wierzchołka nosa do stopu jest równa odległości od stopu do guza policznego. Łeb wysoko noszony, nieprzesadnie długi o szlachetnych liniach, dobrze modelowany i suchy. Bruzda czołowa niezbyt dobrze zaznaczona. Kufa stopniowo zwężająca się ku czarnemu nosowi, zawsze wilgotnemu i czujnemu. Sprawia wrażenie wydłużonego klina. Wargi cienkie, dobrze pigmentowane. Mocne białe zęby, silnie ulokowane w dobrze rozwiniętych szczękach, zgryz nożycowy. Migdałowe oczy średniej wielkości, skośne, w odcieniu przeszywającego błękity, o inteligentnym wyrazie, dosmaczone nutą tajemnicy. Trójkątne uszy wysoko osadzone, szpiczaste, koniec ucha lekko zaokrąglony i stoi prosto do góry. Noszone sztywno, prosto i pionowo, kiedy pies wykazuje zainteresowanie. Szyja mocno osadzona, lekko wydłużona i umięśniona. Rozszerzająca się w kierunku łopatek, kark łukowaty. Tułów mocny, ale niezbyt ciężki. Jego długość jest w przybliżeniu nieco dłuższa niż wysokości w kłębie. Grzbiet prosty, zad jest nachylony w stosunku do kręgosłupa, ale nigdy nie jest na tyle spadzisty, by krępował posuw tylnej kończyny. Ogon dobrze osadzony, mocny u nasady. W stanie spoczynku opuszczony, zachowana 'fajka' u jego nasady. W ruchu bardziej uniesiony, subtelnie zaakcentowany. Klatka piersiowa niezbyt szeroka, głęboka i mocna. Kończyny mocne, ale nie ciężkie. Dobrze umięśnione, aczkolwiek suche. Ruch żywy i swobodny, nieobdarty z elegancji. Równy, z dobrym wykrokiem - pewnym i lekkim. Sprężysty krok.
Płeć: Pies, nie da się ukryć.
Wiek: Jak to jest z Samem? Czy jego wiek można stwierdzić na podstawie zmarszczek? A może blizn, którymi przeorane jest cielsko zwierzęcia, świadczących o bogatym bagażu doświadczeń? Zdołałbyś znaleźć wiele blizn, jednakże skóra sama w sobie jest delikatna i gładka. Młody? Owszem. Dorosły? Również. Ciężko stwierdzić, około czterech. Może cztery i pół, raczej wzwyż aniżeli w dół.
Głos: Hozier - Take Me To Church
Rasa: Powiadają, iż każda jednostka do czegoś należy. Mają rację. Nikt z nas nie ma wpływu na przeszłość, taką jaka jest, ale możemy WYBRAĆ sobie przyszłość. Samuel jest niechybnym wynikiem krótkiego romansu, dwóch psów z zaprzęgu. W jego żyłach płynie krew Huskich z Grenlandii, choć ze strony ojca ma powiązanie z Rosją; dokładniej jej północnymi zakątkami, gdzie nikt nie ma ochoty zaglądać. Tak, Syberia. Owszem, Husky.
Data urodzenia: 4 lipca, data upamiętniająca klęskę wojsk moskiewskich pod Kłuszynem w 1610 roku. Idealny czas na narodziny Samuela.
Stanowisko: Lekarz
Rodzina:
- Саша - surowy ojciec, dla którego nader wszystko liczyła się duma. Uparcie dążył do swoich celów, był nieczuły, ale za to piękny. Naprawdę. Ciężko znaleźć tak urodziwego psa, niemniej Саша nie doceniał osiągnięć żadnego z potomstwa. Jego upór i chęć bycia najlepszym zaprowadziły go prosto do grobu.
- Freja - matka. Ta jednak nigdy nie miała czasu dla szczeniąt, pod twardą ręką partnera została pozbawiona władzy rodzicielskiej. Cztery zawdzięcza jej jedynie życie, nic innego.
- Lea - ukochana i jedyna siostra. W wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła życie, za co Sam obwinia się w każdej możliwej chwili.
Zauroczony: Są psy, które kochały. Ich miłość została odrzucona, zawiodły się. Poddały się i teraz sceptycznie patrzą na każdy przejaw uczucia. To nie o to w tym chodzi. Bo gdyby odebrano ci zwycięski los na loterię, odpuściłbyś? Ja nie. Wciąż walczę. Za siebie, moje dobre imię, za Ciebie, moja droga, ale przede wszystkim za Nas. Za Naszą miłość. - Wtenczas brak.
Partnerka: Brak.
Potomstwo: Brak.
Aparycja: 'Czy mój wygląd nie pozwala ci się skupić?'
Cztery, tak jak nakazuje tego wzorzec jest istną mieszanką elegancji i siły. Jego linie są harmonijne, proporcje zachowane. Mięśnie, ku jego niepocieszeniu, doskonale zarysowane. Sylwetka zamyka się w prostokącie. Odległość od wierzchołka nosa do stopu jest równa odległości od stopu do guza policznego. Łeb wysoko noszony, nieprzesadnie długi o szlachetnych liniach, dobrze modelowany i suchy. Bruzda czołowa niezbyt dobrze zaznaczona. Kufa stopniowo zwężająca się ku czarnemu nosowi, zawsze wilgotnemu i czujnemu. Sprawia wrażenie wydłużonego klina. Wargi cienkie, dobrze pigmentowane. Mocne białe zęby, silnie ulokowane w dobrze rozwiniętych szczękach, zgryz nożycowy. Migdałowe oczy średniej wielkości, skośne, w odcieniu przeszywającego błękity, o inteligentnym wyrazie, dosmaczone nutą tajemnicy. Trójkątne uszy wysoko osadzone, szpiczaste, koniec ucha lekko zaokrąglony i stoi prosto do góry. Noszone sztywno, prosto i pionowo, kiedy pies wykazuje zainteresowanie. Szyja mocno osadzona, lekko wydłużona i umięśniona. Rozszerzająca się w kierunku łopatek, kark łukowaty. Tułów mocny, ale niezbyt ciężki. Jego długość jest w przybliżeniu nieco dłuższa niż wysokości w kłębie. Grzbiet prosty, zad jest nachylony w stosunku do kręgosłupa, ale nigdy nie jest na tyle spadzisty, by krępował posuw tylnej kończyny. Ogon dobrze osadzony, mocny u nasady. W stanie spoczynku opuszczony, zachowana 'fajka' u jego nasady. W ruchu bardziej uniesiony, subtelnie zaakcentowany. Klatka piersiowa niezbyt szeroka, głęboka i mocna. Kończyny mocne, ale nie ciężkie. Dobrze umięśnione, aczkolwiek suche. Ruch żywy i swobodny, nieobdarty z elegancji. Równy, z dobrym wykrokiem - pewnym i lekkim. Sprężysty krok.
Charakter: Ambicja i stanowczość. Samuel to pies, który wysoko się cieni. Poprzeczki postawione przez naszego bohatera są często śmiesznie odpychające. Nikt o zdrowych zmysłach nie rzucałby siebie na tak głęboką wodę. Cóż jednak z tego, skoro Sam twierdzi, że im głębiej, tym dalej do dna? Niektórzy próbują ostudzić gorący entuzjazm i porównują to raczej do Ikarowego lotu. Im wyżej się wzbijesz, tym bardziej bolesny będzie upadek. Sam kwituje to cichym prychnięciem, innym razem nie reaguje wcale. To jednak nie upoważnia go do rozpowszechniania zasady 'po trupach do celu'. W swej morderczej wspinaczce na szczyt umie się zatrzymać i pomóc słabszemu.
Wrodzona stanowczość może okazać się czymś niespotykanym. Cecha ta przejawia się nie tylko w lakonicznych i pewnych wypowiedziach, paru słowach, które tak naprawdę równie dobrze mogą być całym słownikiem. Zdanie to obrazuje nam postać Samuela jak nic innego. Będzie tak, jak on to sobie zaplanował i ustalił. Tak, jak wskazuje na to jego humor w danej sytuacji. Upór zdaje się nie mieć granic. Wkracza na zdrowy rozsądek, stając się niesmaczny i odrzucający. Niemniej, świetnie poradzi sobie w sytuacji zagrażającej jego życiu lub zdrowiu. Wywinie się, użyje paru silnych i niepodważalnych argumentów. Te oczywiście nie muszą być prawdą. To wspaniały aktor obdarzony nieprzeniknionym umysłem. Na co dzień przybiera postać osobnika trzymającego się na uboczu. Od szczenięcia nienawidził samotności, teraz jednak nie wyobraża sobie bez niej egzystencji. Cisza u jego boku stała się nieodłącznym i jedynym partnerem Samuela, jak mógłby odrzucić dłoń proponującą pomoc? Pogodził się z tym i przyjął jako swoistą tarczę. Inni mogą uważać, że dobrowolne pozbawianie się szansy na zdobycie przyjaciół to oznaka choroby psychicznej. Tutaj ponownie najchętniej wyraziłby własne zdanie, ale po co? Po co marnować słowa, skoro nikt nawet nie będzie próbował go zrozumieć. Sztuczne i starannie wyuczone 'O mój Boże, co się z tobą dzieje?' nie robi na nim wrażenia. Odchodzi zostawiając za sobą słowa jednego z przykazań.
Czy to znaczy, że można określić go gburem, w dodatku z niezdiagnozowaną schizofrenią? Nie. Samuel jest kimś, kto naprawdę chce pomagać. Umie to robić i robi to zawsze kiedy może. Nigdy nie oczekuje niczego w zamian, zawsze służy bezinteresowną pomocą. Prawdziwy altruista. Dosmacza to również fakt, że Sam nigdy nie wykonuje czegoś połowicznie. Jeśli już się za coś zabiera, koniecznie musi to skończyć. Angażuje się w stu dziesięciu procentach. W takowej sprawie jest całym sobą, ale bez fanatyzmu. Dostrzega nawet te słabo widoczne granice i wie których nie można przekraczać, ażeby zbytnio się nie zamotać. Na tym cała sztuka polega, jak bowiem można komuś pomóc, samemu wchodząc w to samo bagno?
To postać niezwykle tajemnicza, zarazem pewna swojej misji. Musi wierzyć, aby stawiać kolejne kroki w szarej egzystencji. Bez wiary w lepsze jutro miałby problemy ze zmrużeniem oczu. W swoich działaniach pozostaje skryty, woli nie określać się jako autorytet dla innych. Nie chce iść przed kimś, gdyż nie umie prowadzić; nie będzie bezmyślnie podążać za innymi, może nie dotrzymać im kroku. Nie unosi się gniewem, pozostając w słodkiej sferze pokoju. W jego świecie nie ma miejsca na bezsensowne wojny i potyczki, nawet te słowne. Wobec bliźniego nie używa zwrotów raniących, przynajmniej się stara. W sytuacji, gdzie jest przyparty do muru, a agresor skacze mu do gardła, nie ma wyjścia. Uległy pozostaje jedynie wobec suczek, po przejściach nie mógłby skrzywdzić płci pięknej. Do ranienia ich nie chce nawet przykładać swojej łapy. Dlatego preferuje towarzystwo psów. Nigdy nie wiadomo czy zdanie w jakimś sensie nie urazi rozmówczyni, chucha na zimne.
Charakteryzuje go obiektywizm. Jedną z jego największych zalet jest właśnie ta cecha. Umie postawić się w każdej sytuacji, obrać tok myślenia zupełnie obcego psa i postawić słuszny osąd. Nie należy do istot przekupnych, czy takich, którzy mile łechcą własne ego. Posiada trzeźwe spojrzenie na świat, niezachwiane i pełne głęboko ukrytej dobroci. Trzeba być jedynie dobrym obserwatorem, aby to zauważyć. W gruncie rzeczy, to dobry pies, ze skłonnościami do wybuchów, skryty. Ot, zwykły altruista, z temperamentem nieustraszonego erudyty.
Umiejętności: Nie ma rzeczy, do której Samuel nie byłby należycie przygotowany. Raz zdarzyło mu się nawet skakać ze spadochronem. Przez dwa lada ciężkich treningów uczestniczył w wielu różnorodnych szkoleniach, co wyraźnie wpłynęło na jego sprawność i posłuszeństwo. Charakteryzuje go wyśmienita kondycja i wytrzymałość - pewnie niejeden mógłby tego pozazdrościć, szczególnie w sytuacjach zagrażających życiu. Pokonanie nawet najdłuższych dystansów przy niesprzyjających warunkach, nie jest dla niego problemem, ten fakt dodatkowo dosmacza jego zawzięcie i genetyczne uwarunkowanie na naturalne przeszkody.
Został obdarowany twardymi poduszeczkami, odpornymi na wszelakie skaleczenia. Równocześnie łapy psa są nad wyraz giętkie i mocne. Skoki z dużych wysokości nie stanowią zagrożenia. Sam doskonale umie posłużyć się silnymi kończynami, rzadko kiedy zahaczając o przeszkodę w powietrzu. To skutkuje sukcesami odnoszonymi w pojedynczych starciach.
Dysponuje zwartą budową, więc zwinność nie jest mu obca, dodatkowo geny mu w tym pomagają. Jego chód jest energiczny, elegancki, aczkolwiek zdradziecki. Ciężko stwierdzić kiedy Cztery uskoczy w bok, myląc przeciwnika. Ścinanie zakrętów, czy wykonywanie przeróżnych manewrów przy okazji ucieczek, nie jest dla niego nowością. Wyćwiczył się na śliskim lodzie północy. Może pochwalić się bezszelestnym skradaniem, nader szybkim poruszaniem się na płaszczyźnie. Genetycznie uwarunkowane wyostrzone słuch, to jemu zawdzięcza możliwość wychwycenia popiskiwania najmniejszej myszki w gęstej trawie. Wzrok również ma niezwykle czuły.
Po wielu próbach zyskał niespotykaną wręcz umiejętność orientacji w terenie. Zapamiętuje charakterystyczne obiekty, umie rozpoznać kierunki świata i co najważniejsze - wykorzystać własną wiedzę na ten temat. Doskonały węch tylko mu w tym pomaga i stawia na wygranej pozycji.
Pies od małego wolał unikać zdradzieckiej tafli wody. Wszelakie aktywności związane z wodą były dla niego czystą katorgą, nieważne jak ciężkie czy lekkie. Choć mocne łapy umożliwiają mu szybkie i zwrotne poruszanie się w wodzie, nie wykorzystuje tych umiejętności. Nauczono go pływać długo z miarową szybkością, by w razie wypadku móc jak najdłużej wytrzymać. Niewiele psów jest w stanie go pobić w tej dziedzinie, chyba że są w posiadaniu nieznanych sztuczek.
Kolejną umiejętnością jest jego posłuszeństwo i znajomość wielu sztuczek. Pies był przygotowywany do pracy w zaprzęgu, więc każde polecenie spełni bez zawahania, ale pod jednym warunkiem. Trzeba użyć władczego tonu, słów, za którymi będzie kryć się rozkaz. Inaczej człowiek zostanie zignorowany. Przyglądał się wielu treningom, rozmawiał z ogromną ilością doświadczonych psów. Sam starał się wypróbować większość ataków w praktyce, dobierając z poszczególnych te najskuteczniejsze. Walka wzbudza w nim pewien rodzaj fascynacji. Nie unika jej, aczkolwiek nie prowokuje bez powodu. Pies ewidentnie nie jest agresorem.
Historia: '- Jak to możliwe, że nigdy nie wiem, kiedy tobie śnią się koszmary? - zdumiewa się.
- Nie mam pojęcia. Chyba nie wrzeszczę, nie młócę rękami i w ogóle jestem spokojny. Po prostu budzę się zdrętwiały ze strachu.'
Pies delikatnie stawiał łapy pośród gęstego śniegu. Choć trwało lato, a na niebie, niczym najmocniejsza świetlówka, jarzyło się południowe słońce, tu na ziemi panował niemiłosierny chłód. Czekoladowy husky lawirował zwinnie pomiędzy zaspami. To był ten dzień, ta chwila. Co parę minut suka doświadczała bolesnych skurczy, a wciąż była daleko od schronienia. Zaciskała zęby, z trudem brnąc naprzód. Bezskutecznie wzywając pomocy.
Pięć puszystych kulek przyszło na świat Gdzieś. Otaczające je śnieżne schronienie, tak samo prowizoryczne co i bezużyteczne, nie powstrzymywało podmuchów wiatru. Ciepło ciała matki było niczym w porównaniu z wszechobecnym mrozem. Ten, za sprawą długich szpon zaplatał chciwe łapska na ciałkach szczeniąt, powodując, że morderczy galop serduszek stawał się jedynie desperackim gestem. Na nic trud narodzin, cud pośród mroku, nikłe światełko żyć, zamglone poprzez mściwą ciemność. Bezimienni bracia Samuela odeszli, pozostawiając za sobą tylko wspomnienie i łzy matki. Jakiż to był ból dla świeżo upieczonej rodzicielki! Można się tylko zastanawiać, choć i to mogłoby nie wystarczyć.
Na świecie pozostał tylko On i jego jedyna siostra - Lea. Śnieżyca wykończyła fizycznie Freję, ta ostatkiem sił dotarła do zaprzęgu. Padła, mogąc liczyć jedynie na szybką pomoc. W tych dniach przywrócenie sprawności, częściowej, można określić jako najszczęśliwsze wydarzenie. Bowiem Sasza na wieść o śmierci reszty szczeniąt wyzwał Freję od tchórzy i słabeuszy. Od tej chwili nie miała prawa wypowiedzieć się na temat wychowania potomstwa. Dzieci miały nawet dwa imiona, jedno, którym po kryjomu zwracała się do nich suka, drugie 'oficjalne', nadane przez surowego ojca. Rodzeństwo spędzało dni na czerpaniu nauk od Saszy. Przekazywał im wszystko co niezbędne, ażeby kiedyś z taką samą skutecznością działali w zaprzęgu. Dumny ojciec nie przyjmował do siebie informacji, jakoby którykolwiek z potomków mógłby robić w przyszłości co innego. Może i udałoby mu się to, Samuel nigdy nikogo nie skreślał, ale Sasza sam utrudniał sobie owe zadanie. Sama mianował wheelem, a Leę teamem. Głupi był to wybór, ponieważ młodziaki nie wykazywały cech, które są pożądane na owych stanowiskach. Drobna budowa ciała i słabe łapy uniemożliwiały Cztery ciągnięcie sań, pies preferował pozycję leada, do której był stworzony. Instynkt odziedziczony po ostrożnej matce i zacięcie ojca uczyniłyby go wspaniałym przewodnikiem.
Przygotowania do wyścigów trwały, na oficjalnych treningach Sam męczył się na szarym końcu, w zaprzęgu, do którego tak naprawdę nie należał. Nikt go nie akceptował, regularnie obrażany, zamknął się w sobie. Dopiero późnymi wieczorami wybierał się na tajne zgrupowania, gdzie też dowodził grupie miejscowych młodziaków. Tam czuł się sobą, odzyskiwał dawną radość. Chcieli wygrać, pokazując swoim rodzicom, że umieją zrobić coś dla siebie.
Do tej pory błękitne oczy Samuela pamiętają wyraz pyska własnego ojca, kiedy Cztery wkroczył dumnie, na czele nieznanego zaprzęgu, składającego się z sześciu nieśmiałych szczeniaków. Wyśmiano ich już na starcie. Nikt nie przewidział dalszego toku wydarzeń, w którym to Sasza stracił życie. Sam nie lubi o tym mówić, unika tematu swojej przeszłości niczym ognia. Późniejszy szybki wir wydarzeń, w który został rzucony nasz bohater, sprawił, że kojąca bezsilność przerodziła się w kujący ból. Do dnia dzisiejszego nosi go w sercu, nie umiejąc pozbyć się poczucia winy i wspomnień, których wolałby nie oglądać co noc.
Jak tu trafił? To czysty przypadek. Chwila zawahania, chęć odebrania sobie życia pośród pięknych gór. Po śmierci ojca i incydencie z nieszczerą suką, wolał ze sobą skończyć. Los chciał inaczej, zsyłając go na tereny Lodestar.
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Autor: Orphan


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz