Potrząsam nerwowo głową. Łapy drżą mi z wycieńczenia, całe moje futro pokryte jest kurzem, krwią, osadem z nadmorskich okolic; wszystko to przywiera do mnie, przez co wyglądam co najmniej okropnie. Wzdycham raz za razem, moja tułaczka trwa już od paru miesięcy, jej końca niestety nie widać. W głowie mam wciąż te same myśli, znajome scenki przetaczają się przed oczami, uderzając we mnie z podwójną siłą. Nie chcę o tym myśleć, chcę po prostu z tym skończyć. Jak dotąd wszystkie moje próby odebrania sobie życia kończyły się fiaskiem. Jestem aż tak nieudolny i mam problem nawet z tym.
Lub zwyczajnie się boję.
Co będzie kiedy ponownie zostanę zmuszony spojrzeć w oczy rodzinie? Jak zareaguje srogi ojciec, czy na jego idealnych wargach ponownie zagości ten sam, kpiący uśmiech, na wieść, że dałem się wykiwać? Omotać, jedna duszyczka zdołała mnie sobie okręcić wokół własnej łapy, tak iż tańczyłem jak ta mi zagrała. Świetny argument przeciw słabemu Samuelowi. Sasza na pewno by mi tego nie oszczędził. Szydziłby ze mnie.
Moje pojawienie się tu jest sumą przypadku. Nigdy specjalnie nie przykładam uwagi do drogi, którą obieram. Zwyczajnie dążę przed siebie, chcąc zajść jak najdalej. Nie władam najmniejszą wiedzą odnośnie terenów, na których się znajduję. Do głowy nie przychodzi mi nawet, czy są przez kogoś zamieszkiwane. Nawet jeśli, są to wrogowie, czy swoi? Do tej pory skutecznie ignorowałem wszelakie zaproszenia do większych zgrupowań. Przebywanie w towarzystwie męczy mnie i przyprawia o ból głowy. To jedyna rzecz, której mi teraz brakuje. Dodatkowo, presja wytwarzana przez zasady stosowane w poszczególnych środowiskach. Niczym rzemyk na szyi, zaciskający się z każdym podwinięciem twej łapy lub chęci bycia innym. Takie rzeczy nie dla mnie, pragnąc oszczędzić sobie kłopotu, najpewniej zawędrowałem tu. W surowe góry, gdzie nikt mego pokroju nie miałby szans na przeżycie, a utrzymanie większej grupy w ryzach, mogło być nie lada wyzwaniem.
Omyliłem się jednak, źle oceniona sytuacja nakazywała mi ślepo wierzyć we własne przekonania, co skutkowało niebezpieczeństwem w owej chwili.
Unoszę łeb wyżej, chcę wyglądać groźniej, pewniej siebie. Napastnik zdaje się mnie nie widzieć, co ja sam rejestruję już w pierwszym momencie. Lekka budowa przypomina mi moją własną, co powoduje u mnie jakoby zawahanie. Któż to mógł być? Zadzierając uszy, ruszam przed siebie. Nos wychwytuje zapach intruza, jego woń przepełnia mnie, powodując, iż na nowo przypominam sobie jak dobrze jest mieć kogoś przy boku. Przyśpieszam nieco kroku, nie chcę stracić aparycji nieznajomej z oczu. Zezuję na nią pokracznie, niemalże galopując pośród ostrych skał.
Jest niewiele niższa niż ja sam. Patrzę w nią, a ta zdaje się być objawieniem, nieuchronnie powracają wspomnienia z dawnych lat. Na długo nie udało mi się ich pozbyć.
Przekrzywia łeb w lewą stronę, jej migdałowe oczy nie zdradzają zamiarów. Nie jestem dobry w odczytywaniu cudzych intencji, sam staram się zachować spokój. Wszystko, jak za odjęciem magicznej ręki odlatuje. Pozostaję sam, lekki i czysty. Liczy się jej reakcja, to jak postąpi i co wybierze. Atak na słabego, czy inne rozwiązanie.
- Czego tu szukasz? - odzywa się pierwsza, lustrując mnie wzrokiem. Obrzydzenie? Nie zdziwiłbym się. Jest coś jeszcze. Zadała bardzo trafne pytanie; czego ja tu szukam?
- Nie wiem. - Odpowiadam zupełnie szczerze, wiem, że suczka nie powątpiewa w me słowa. Kącik jej ust dra nieznacznie, co powoduje u mnie falę spokoju zalewającą bijące serce. Zwalnia swój rytm, pozwalając mi na miarowy oddech.
- W takim razie, mogę ci w czymś pomóc? - ponawia próbę. Sam mam niejasny umysł, coś go przyćmiewa. Suczka musi mi wybaczyć, najwyraźniej jest stosunkowo cierpliwa lub przyzwyczajona do podobnych sytuacji.
- Owszem - odpowiadam w końcu. Decyzję podejmuję niemal nieświadomie, pchnięty nieznajomym impulsem. Coś każe mi wejść głębiej w tajemnice skrywane przez góry. Los chce, poprawka, Ktoś chce, żebym kontynuował mą szarą egzystencję. Suczka stojąca przede mną jest idealnym na to dowodem. Nikt nie spodziewałby się psa na takim pustkowiu. - Szukam Alfy, czy to Ty?
<Adeline? Mówiłam, nie umiem pisać.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz